Anki podróże małe i duże – Jerry’s burger

Na początku października przy okazji wybrania się na Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier w Łodzi odwiedziłam przybytek burgerowy o zacnej nazwie Jerry’s burger przy jakże znanej ulicy Piotrkowskiej. Od wejścia w oczy rzucał się charakterystyczny, amerykański wystrój lokalu. Klimat restauracji można zdecydowanie policzyć na plus.

Wedle wszelkich prawidłowości wszechświata* mój wybór padł na bacon cheesburgera. Skład nie wyróżniał się niczym na tle innych przedstawicieli swojego gatunku: bekon, ser, wołowina, pomidor, cebula, sałata karbowana i sos autorski. Tu pragnę pogratulować doboru innej sałaty niźli nieszczęsnej rukoli, gdyż już od dłuższego czasu cierpię na nadmiar tego typu sałaty we wszystkich daniach, które spotykam na swej drodze. W zestawie poza burgerem otrzymywało się sałatkę coleslaw oraz frytki.

Na burgery przyszło nam czekać dość długo, może z powodu dość późnej godziny? Któż wie? Ale obsłudze nie można nic zarzucić. Panie kelnerki bardzo miłe i uczynne.

Jak smakowo? No cóż, mogło być lepiej. Niestety według mnie mięso było niewystarczająco doprawione, ba, praktycznie w ogóle nie miało dla mnie smaku. Całościowo burger zły nie był, ale nie robił także furory. Kolejnym mankamentem był brak dodatkowych sosów, przez co topornie się owy burger spożywało. Frytki były chrupiące i smaczne. Coleslawa nie oceniam, gdyż nie miałam okazji spróbować.

Jerry's burger #1Jerry's burger #2

Pragnę jeszcze zwrócić uwagę, że dla chętnych czekała karafka z łódzką “kranówką” – Łódzka Woda Najlepsza. Dla osób, które mogłyby poczuć się obruszone, już tłumaczę – woda ta pochodzi ze studni głębinowych, stąd jej dobra jakość i smak. Zdecydowanie do polecenia!

No to jak? Polecać czy nie? Moim zdaniem warto dać łódzkiej burgerowni szansę. Przy kolejnej okazji wizytacji tego cudownego miasta na pewno nie omieszkam sprawdzić jak tym razem miewa się Jerry’s i czy krówka została dopieszczona przyprawami, których tak potrzebuje :)

* testowania burgera w nowej lokalizacji