Browsing Category

Katowice

Jadę na urlop … do Baru [zamknięte]

Wiele osób kojarzy pewnie charyzmatyczną Magdę Gessler i program “Kuchenne Rewolucje”, czyli inicjatywę, która ma na celu pomóc restauracjom “uciec z tarapatów”. W wielu przypadkach metamorfoza wiąże się z całkowitym wywróceniem do góry nogami dotychczasowego charakteru restauracji.
Wybrałem się do BAR URLOP – dawny Polski Smak, który nigdy nie zwrócił mojej uwagi. Lokal po rewolucjach zyskał nowy wystrój, kojarzący się z wakacjami, ale też weszło nowe menu, złożone z przygotowywanych na bieżąco dań kuchni polskiej i międzynarodowej.

Na początku byłem trochę sceptycznie nastawiony do wizyty, ale jednak w końcu się zmobilizowałem do odwiedzenia odświeżonego lokalu. Co z tej wizyty wyszło? O tym w dalszej części.

Do baru wybrałem się zaraz po pracy, więc byłem bardzo głodny. Postanowiłem, że zjem pełnoprawny dwudaniowy obiad. Na pierwszy rzut poleciała zupa szpinakowa z jajkiem sadzonym. Zupa była dobrze przyprawiona, a jajko sadzone odpowiednio wysmażone – żółtko w momencie podania było w stanie płynnym, co uwielbiam. Cena zupy to 7 PLN.

Drugim daniem było danie z przepisu pani Magdy Gessler, a był to kurczak green curry z ryżem. Wśród składników udało mi się wyczuć kolendrę, paprykę, cukinie i nie wiem co jeszcze … Ważne, że smakowało :) Całość była bardziej słodka niż ostra, nie mniej nie przeszkodziło to w zjedzeniu ze smakiem całości, a było tego bardzo dużo. Za taka porcję zapłaciłem 19 PLN.

Często słyszy się, że knajpy po takim programie upadają – czy tak będzie i w tym przypadku ? Moim zdaniem lokal w obecnej formie ma szansę przetrwać i życzę im powodzenia – jedzenie, które teraz serwują wpada w moje gusta. Po dwóch daniach jakie tam zjadłem byłem bardzo ukontentowany i zadowolony z wizyty. Nie taka Magda straszna jak ją TVN maluje … ;)

Strefa Gastro Intel Extreme Masters Katowice 2015

W ramach Intel Extreme Masters Katowice 2015 działała strefa gastro z dużą ilością foodtrucków na raz. Spośród wszystkich, które były chciałbym opisać dwa, które to miałem okazję odwiedzić.

PASTA Mobile

W swojej ofercie Pasta mobile miała około 6 różnych makaronów z dodatkami. Do wyboru były 2 rodzaje makaronu (farfale i penne) ale jak ja tam zawitałem, to został już tylko penne – choć dla mnie to nie problem. Jako mój obiekt do jedzenia upolowałem makaron ze szpinakiem, gorgonzola, śmietaną i czosnkiem. Jako dodatek dostałem jeszcze pestki słonecznika. O ile dobrze pamiętam to kompozycja ta kosztowała mnie 13 PLN. Jak w smaku ? Bardzo dobrze, zarówno smakowo jak i w kwestii najedzenia się.Kolejnego dnia miałem okazję jeszcze spróbować Carbonary i była równie dobra :)

Flamingo’s Tortillas

Flamingo’s tortillas z Zabierzowa skusiło mnie, nie zgadniecie czym …. tak, tortillą ;) Opcja duża, z kurczakiem curry w akompaniamencie świeżych warzyw i sera podane po odpowiednim zapieczeniu w tortilli. Smakowo bardzo dobrze wypadła ta przekąska … a przekąska, bo jak na cenę 15 zł, to myślałem, że będzie ona ciut większa. Jednak mogę polecić ze względu na porządną robotę, mimo wszystko :)

Katowickie zapiekanki – Z Ogórem Czy Bez

Coraz bardziej popularne stają się w Katowicach zapiekanki. Wczoraj otworzył się kolejny punkt, w którym możemy je zjeść. Z ogórem czy bez – znajduje się ona na ulicy Mariackiej 1, czyli zaraz na początku znanej ulicy.

W ofercie znajduje się 10 zapiekanek, małe (około 30 cm) i duże ( 60 cm ). Najtańsza mała zapiekanka kosztuje kosztuje 6.5 PLN a do dużej zawsze dopłacamy tylko 2 PLN (więc wychodzi 8.5 PLN). Do każdej zapiekanki możemy sobie dobrać sos i nawet je pomieszać. Do wyboru mamy takie sosy jak: amerykański, bazyliowy, czosnkowy, barbeque, chrzanowy, curry, musztarda i ketchup. Dodatkowo jeszcze do każdej zapiekanki możemy dostać “tytułowego” ogóra [jeśli tylko chcemy].

Podczas swojej wizyty skusiłem się na małą zapiekankę o nazwie “Tradycyjna po liftingu” z serem, pieczarkami i szynką. Moja przekąska prezentowała się zacnie – wszystkie składniki leżały na bazie pomidorowej, a ser jaki był użyty to mozarella – wg mnie jeden z lepszych serów do zapiekania. Szynka i pieczarki też nie miały nic sobie do zarzucenia. Z racji tego, że zapiekanka była mała to sobie pojadłem – gdybym wziął dużą to bym się fest najadł.

Miejscówka jest jak najbardziej godna polecenia. Ciekawa opcja jeśli chodzi o możliwość tzw. “szybkiej szamy” gdy imprezujemy w pobliżu ulicy Mariackiej. Kto lubi zapiekanki niech ma to miejsce na uwadze!

Dworcowy Bahnhof [zamknięte]

Nic tak nie smakuje jak kawał konkretnego burgera. Z tą myślą przewodnią postanowiliśmy sprawdzić nowo otwarty lokal w Katowicach na ulicy Kordeckiego 5. Bahnhof, bo o nim mowa, ruszył w zeszły czwartek z “dokarmianiem” okolicznej ludności ;)

W środku zastaliśmy lokal stylizowany dworcowymi klimatami, całkiem przyjemnymi zresztą dla oka. Lokal sam w sobie nie jest spory, co może mieć swoje minusy, o czym się przekonaliśmy wcześniej – mieliśmy 2 podejścia, żeby skosztować ichniejszych burgerów z powodu braku miejsc… ale co zrobić jak taki jest hype ? Na pochwałę na pewno zasługuje obsługa, która była miła i jak najbardziej współpracowała przy zamówieniu i nie tylko.

Podczas pierwszej wizyty zamówiliśmy 2 pozycje z menu: Roman [w składzie wołowina, pomidor, cebula w balsamico di Modena, ser Provolone, karczoch marynowany, rukola] oraz Veggie [falafel, baba ghanoush ( pasta z wędzonego bakłażana), szpinak, pomidor, cebula czerwona, granat]. Zestawy zawierały w sobie burgera, sos i sałatkę z czerwonej kapusty i gruszki [koniec mody na coleslawa, yay!]. Frytki można było sobie zamówić za dodatkową opłatą 2 zł – smaczne jednak ich ilość pozostawiała trochę do życzenia. Burgery zostały podane w autorskich bułkach – Roman w wersji z makiem, Veggie … tutaj wyglądało mi na coś ala maślaną bułkę [ale nie jestem przekonany i następnym razem będę musiał dopytać]. O ile wersja przy “Romanie” trzymała się do końca, tak przy Veggie trochę się rozpadała przy trzymaniu. Nie mniej w smaku były całkiem ok.
Jeśli chodzi o smak burgerów, Roman okazał się niezłym kąskiem dla mojego podniebienia. Mięso było odpowiednio doprawione, a co za tym idzie całkiem smaczne, dodatki też dobrze się komponowały. Brakowało mi niestety różnorodności sosów do wyboru, bo do zestawu dostałem tylko sos czosnkowy [nie wiem czy można było nawet wybierać], a chętnie poeksperymentowałbym, bo brakowało mi przy tym burgerze efektu “wow”.
Z drugiej strony Veggie – tutaj idzie dość przeciwna opinia. Zamiast burgera użyty został w nim falafel, w nie tylko moim odczuciu był on trochę za duży jak na tą bułkę. Lepszym rozwiązaniem było by parę mniejszych falafeli. Po drugie dodatki przy tak dużym “kotlecie” jednak ginęły i jedyne co było czuć to tylko pastę z wędzonego bakłażana.
Co jest cechą wspólną obu burgerów? Żaden niestety nie był na tyle sycący, żeby zapełnić nasze żołądki [nawet po dodatkowych frytkach]. Nie jestem pewny jaka była gramatura mięsa, ale w innych burgerowniach niestety jestem w stanie najeść za trochę mniejsze pieniądze.
Zestaw z Roman kosztował 22 PLN [ + 2 zł za frytki ], Veggie 19 PLN, co według mnie jest dość sporo jak na katowicki lokal.

Jak zatem wypadł w moich oczach lokal? Źle nie jest, ale daleko jeszcze do ideału. Na pewno trzeba poczekać, aż lokal wprowadzi do swojej oferty inne burgery, bo obecnie jest ich tylko 4, z czego 1 wegetariański, oraz inne dania [bo nie samym burgerem człowiek żyje ;)].
Nie przekreślam ich, życzę powodzenia i zapewne wybiorę się jeszcze za jakiś czas, żeby zobaczyć jak lokal się rozwija. Sprawdźcie też zresztą sami :)

Ochota na … Baron Makaron [zamknięte]

Co zrobić, kiedy ma się ochotę na makaron, a nie chce się robić obiadu w domu ? Oczywiście, że wybrać się na miasto. Tym razem odwiedziłem lokal o wdzięcznej nazwie Baron Makaron Pasta and Salad Bar. Jest to mały lokal znajdujący się przy ulicy Jagiellońskiej 13 w Katowicach.

W ofercie mają przede wszystkim makarony, sałatki oraz dodatkowo w tygodniu tosty śniadaniowe serwowane do godziny 11, co jest chyba nowością, bo nie widziałem ich na internetowej rozpisce dań. Wracając jednak do gwoździa programu – wszystkie makarony [co mnie zdziwiło] kosztują 7.50 PLN [10.40 PLN jeśli chcemy większą porcję]. Do wyboru mamy makarony typu spaghetti albo penne [dodatkowo może być penne pełnoziarniste za 1 PLN więcej].

Ja sam zamówiłem Baronorę w wersji penne – czyli taka przekręcona w nazwie carbonara [sos śmietanowy, boczek i przyprawy]. Myślałem, że małą porcją się pewnie nie najem, biorąc pod uwagę to ile kosztowała… Oj jakie było moje zdziwienie gdy dostałem pełny talerz makaronu, który swoją sytością napełnił mnie tak, by do wieczora nie musieć nic jeść. Danie było bardzo pożywne i co najważniejsze smaczne. Chcąc zjeść tanio i dobrze jest to najlepsza opcja.

Nie wiem, gdzie w Katowicach można dostać lepiej przyrządzony makaron za tak niską cenę. Wydaje mi się, że zacznę odwiedzać lokal bardziej systematycznie. Baron Makaron – z miłości do makaronu polecam w 100% ~!

Jak powiedział, tak zrobił – Bar Mleczny Talerz i Szklanka

Jak powiedział, tak zrobił… Wedle wcześniejszych zapewnień wybrałem się z moją lubą do wspominanego Baru Mlecznego Talerz i Szklanka, znajdującego się w Katowicach na Rynku, zaraz przy Teatrze Śląskim. Jeśli ktoś kojarzy, to w miejscu gdzie obecnie znajduje się lokal kiedyś był Vision Express – taka podpowiedź. Ale mniejsza o to…

Lokal jest bardzo przyjemny w środku, można odczuć wrażenie prostoty i minimalizmu jeśli chodzi o wystrój ale dla mnie to plus. Już na miejscu mamy do wyboru każdego dnia parę typowych zup, pierogów i innych dań wraz z dodatkami. Nie zabraknie również deserów dla głodomorów [chyba że przyjdzie się późną porą jak my to już nic nie zostaje :( ]. Jedno z głównych dań jakim wzięliśmy był „talerz dnia”, czyli w tym konkretnym dniu był to kotlet schabowy z puree ziemniaczanym i czerwoną kapustą. Cena takiego zestawu to 12 PLN. Danie przyrządzone jak należy, mięso dobrej jakości, co czuć było po smaku, a do tego jeśli się popijało tak jak ja całość kompotem [ 1.50 PLN ] to już w ogóle można się było poczuć jak na obiadku u mamy :) Drugie danie, czyli pierogi ze szpinakiem okraszone cebulką i tłuszczykiem też niczego sobie. Cena za pierogi – 7 PLN, więc zaiste zacnie.

Jako bar mleczny, czyli miejsce gdzie można tanio zjeść obiadowe dania, lokal spełnia swoją misję w 100%. Idealna mekka dla studentów oraz osób, które też lubią proste i dobrze przygotowane potrawy za nieduże pieniądze. Bar Mleczny Talerz i Szklanka – polecam!

PS. Ze zdjęć z wizyty zostało tylko to z wnętrzem … ale przecież chyba każdy wie jak wygląda schabowy i pierogi, co nie ? ;)

Przystanek Śniadanie – reaktywacja

Od czasu kiedy Przystanek Śniadanie zmienił swoją lokalizację na bardziej adekwatną do pory roku nigdy nie umiałem zebrać się do odwiedzenia Domu Kultury Katowice Dąb [znajdującego się na ulicy Krzyżowej 1]. Jednak tej niedzieli odwiedziny znajomych odpowiednio mnie zmotywowały ;)

Podróż po domu kultury zaczęliśmy standardowo od kawy ze stoiska KAFEJ – taki już stały punkt wycieczki ;)

Chwilę po wypiciu kawy ruszyliśmy na poszukiwania czegoś konkretnego do jedzenia. Start zaliczyliśmy na stoisku Raz Dwa Osiem, którzy mieli swój debiut na Przystanku. Tematem przewodnim potraw były smaki gruzińskie i meksykańskie. Jako pierwsze skosztowałem Nigviziani badrigiani, czyli roladki z bakłażana zawierające w sobie nadzienie m.in z orzechów włoskich, nagietka, czosnku, natki pietruszki i kolendry. Bogactwo smaku jak dla mnie, co widać zresztą po użytych składnikach. Taka przekąska kosztowała 2.5 PLN. Jako drugie danie wybrałem Carnitas, czyli odpowiednio przyrządzona wieprzowina w pomarańczy z dodatkiem warzyw. Podana została w przypieczonej bułce ciabatcie, co dodatkowo zaplusowało w moim odczuciu. Samo mięso według mnie było bardzo smaczne, pomarańcza wykorzystana przy tym fajnie przełamywała smak. To cudo kosztowało 10 PLN – adekwatnie do wielkości. Może już nie w całości, ale udało się skosztować jeszcze Chkmeruli – jest to kurczak pieczony i duszony w mleku z czosnkiem. Dla mnie bomba, mimo tego że był chyba lekko przesolony w moim odczuciu. Nie mniej kuchnia gruzińska zaczyna mnie co raz bardziej interesować ;)

W sumie mógłbym już skończyć po jednym stoisku jedzenie ale stoisko Delicatessen Chorzów skusiło mnie Szakszuką. Szakszuka to aromatyczna potrawa składająca się z oskórowanej papryki, pomidorów, cebulki, czosnku, przypraw oraz sadzonego jajka. Podane ze świeżym pieczywem w biodegradowalnej miseczce z otrąb pszennych [ czułem się zaskoczony tym ciekawym pomysłem :) ]. W smaku przypominało mi to trochę leczo, ale jajko, którego żółtko po prostu się rozpływało podbiło moje serce … albo żołądek ;) Całość nie dość, że bajecznie wyglądała, to za razem dobrze smakowała. Koszt takiego dania to 10 PLN, co uważam za warte swojej ceny.

Dawno nie byłem tak zadowolony z wizyty na Przystanku Śniadanie. Dłuższa przerwa pozwoliła mi się chyba bardziej cieszyć tym, co jadłem, a również poznać 2 nowe, bardzo dobre moim zdaniem lokale. Liczę, że na następnych edycjach, na których będę uda mi się znaleźć kolejne takie perełki kulinarne :)

Tradycyjne zapiekanki w Świat Zapiekanek Kris

Tym razem natrafiłem na nowinkę gastronomiczną nieco dalej od centrum Katowic, bo na dzielnicy Paderewskiego. Znajduje się ona przy ulicy Granicznej, zaraz za Rondem Zenktelera jadąc w kierunku CH 3 Stawy. Reklamuje się jako „Świat Zapiekanek Kris”. W swojej ofercie poza zapiekankami mają kebaby, hamburgery, hot dogi czy też frytki. Moja uwaga skupiła się jednak na „tytułowym bohaterze” czyli zapiekankach.

Do wyboru mamy 13 przeróżnych zapiekanek – podstawą ich składników jest zawsze ser i pieczarki, a w zależności od ceny dochodzą oczywiście różne kombinacje. Przekrój cenowy to 8-14 PLN za dużą zapiekankę [55cm] i 5-8 PLN [połówkę]. W moich rękach [nie wiem jak to się stało ;)] wpadła zapiekanka bekonowa [ser, pieczarki, bekon, cebula] w wersji małej, ponieważ nie byłem zbytnio głodny. W zamian za 7 PLN otrzymałem smaczną i chrupiącą zapiekankę. Nie zdążyłem przejść paru kroków i już jej nie było – tak mi smakowało!

Zapiekanki w moim odczuciu wypadają równie dobrze co słynne krakowskie „zapieksy z Okrąglaka”, które to wpisały się w kanon kulinarny Krakowa i każdy musi ich kiedyś spróbować. Świetny strzał z takim jedzeniem, jedyna szkoda, że trochę z dala od centrum, ale co tam – przecież można zejść z trasy na rzecz dobrego jedzenia, co nie ? :)

Niby Katowice a Frytki Belgijskie

Sobota przed 12 … już po śniadaniu, jeszcze przed obiadem a zjeść by się chciało.

Tak się złożyło, że znajdowałem się wtedy na Placu Oddziałów Młodzieży Powstańczej [tyły Dworca PKP] w Katowicach. Całkiem od niedawna ruszyła tam budka Frytki Belgijskie [frytki-belgijskie.eu], które to, jak sama nazwa wskazuje, ma w swojej ofercie frytki w dwóch wariantach: duże [9 PLN] i małe [7 PLN]. Jako, że miałem wilczy apetyt wybrałem dużą porcję. Otrzymałem je w zgrabnej papierowej tytce, która posiadała jeszcze miejsce na sos. Do jedzenia dostawało się jeszcze patyczki aby móc sięgnąć po każdą frytkę z opakowania. Sosów do wyborów miałem 9 – z tego, co wiem to są one własnoręcznie robione, co idzie na plus :) Do swoich frytek wybrałem sos andaluzyjski o bardzo fajnym, czosnkowo-paprykowym smaku – według mnie pasował idealnie. Jak oceniam same frytki? Smaczne, chrupiące z zewnątrz, miękkie w środku – co tu więcej mogę powiedzieć … chociażby to, że przy dużej porcji objadłem się fest.

Zdecydowanie polecam frytkożercom – w Katowicach jest to chyba pierwsza taka budka, która oferuje tego typu jedzenie. Biorąc pod uwagę, że sosów dużo to szybko mi się te frytki nie przejedzą ;)