“Diabelski owoc” Tom Hillenbrand – recenzja książki

Recenzję w wersji rozszerzonej znajdziecie na blogu CzytAnka, który prowadzi nasza redakcyjna Ania :)

Choć zwykle recenzujemy nasze wizyty w restauracjach, to tym razem padło na recenzję książki. Można się spytać dlaczego. Otóż, jest to kryminał kulinarny, coś czego (podobno) rynek literacki do tej pory nie posiadał. Dziś recenzja książki Diabelski owoc autorstwa Toma Hillenbranda, wydanej przez wydawnictwo Smak Słowa.

Głównym bohaterem powieści jest kucharz Xavier Kieffer, właściciel restauracji “Deux Eglises” w Luksemburgu. Choć w czasach młodości zapowiadał się na świetnego szefa kuchni najbardziej wykwintnych restauracji, skupił się na kuchni regionalnej. Akcja zaczyna się, gdy to w jego restauracji w niewyjaśnionych okolicznościach umiera znany krytyk kulinarny przewodnika Michelin Gabin. Podejrzenie pada oczywiście na naszego bohatera, który desperacko stara się odszukać prawdę.

diabelski-owoc-tom-hillenbrand-1

Polskie wydanie jest schludne, książka w miękkiej oprawie, estetyczna okładka. Oryginał powstał w języku niemieckim, tłumacze spisali się bardzo dobrze, tekst czyta się dość płynnie i bez językowych zgrzytów. “Dość”, ponieważ w książce mamy dużo nazw własnych dań czy też metod przygotowania potraw. Redakcja pokusiła się o przygotowanie słowniczka na końcu książki. Zabieg teoretycznie trafny, jednak w momencie, gdzie w tekście co i rusz miałam obce nazwy, wertowanie słowniczka było niezwykle karkołomne. Słowniczek – świetna sprawa, ale jednak dodałabym przypisy tłumacza na dole strony. Zwiększa to znacznie zadowolenie z czytania i nie traci się wątku. Ja po n-tej nazwie w języku francuskim/luksemburskim  poddałam się i przestałam zaglądać do słownika. Było mi obojętne, czy akurat ktoś zachwycał się nad zającem czy zupą, miało to małe znaczenie dla fabuły jako takiej.

Moim największym zarzutem do książki są słabo nakreślone sylwetki bohaterów. Opisy postaci są bardzo skromne i bardziej skupiały się na opisach ubrań niż samych postaci. Wygląd, wyglądem, ale z charakterami nie jest lepiej. Cały czas śledzimy losy jednego bohatera, a ja jakoś nie poczułam z nim żadnego powiązania, nici sympatii. Jest charakterową ciapą. Z innymi bohaterami nie jest lepiej, mamy silną i niezależną kobietę, przyjaciela z Rady Europejskiej, czepliwego policjanta, zakręconego naukowca i złego złego. Standard, aż do znudzenia. Zwłaszcza w głównym bohaterze brakuje mi wyrazu. Z biegiem fabuły dowiadujemy się coraz więcej o jego przeszłości, ale dalej nie ratuje to miałkości Kieffera.

diabelski-owoc-tom-hillenbrand-2

Plusem dla książki jest brak bredni naukowej. Wszystkie pojęcia botaniczne i biochemiczne zostały opisane poprawnie i bez wymyślania. Autor odrobił zadanie domowe i nie ma się czego wstydzić. No może wstęp z botanikiem, który śmieci w pierwotnym lesie tropikalnym jest przegięciem, ale jestem to w stanie wybaczyć.

Intryga nie jest specjalnie wyszukana. Już mniej-więcej w połowie książki można bez trudu odgadnąć jak ta cała historia się skończy. Akcja jest wartka i pomimo prostoty i braku zwariowanych zwrotów w fabule jest to całkiem przyjemna lektura. Co ciekawe “Diabelski owoc” jest dopiero pierwszą częścią cyklu.

Początkowo sądziłam, że wątek kulinarny będzie nieco bardziej rozwinięty, pozostaje on jednak jedynie tłem dla akcji. Potrawy i smaki są ważnym elementem książki, jednak cały czas czegoś mi brakowało, jakiegoś rozwinięcia. Po podaniu nazwy dania brakowało finezyjnych opisów, które mogłyby wpływać na zmysły czytelnika. Mimo wszystko podobało mi się wyjaśnienie chemizmu smaku i teorii jego odczuwania.

diabelski-owoc-tom-hillenbrand-3

Reasumując, Diabelski owoc nie jest arcydziełem literatury współczesnej, nie jest tym bardziej wybitnym kryminałem. Spełnia jednak swoją rozrywkową misję, książkę czyta się łatwo i całkiem przyjemnie. Jestem ciekawa dalszej części cyklu. Polecam dla ciekawskich, również tych lubujących kuchnię. Mocne 6/10.