Dzień i Noc (Katowice)

Miejsca-legendy, o których słychać na długo jeszcze przed otwarciem, robią na tyle agresywny marketing, że efekt dla mnie jest odwrotnie proporcjonalny… Do takich lokali wybieram się zdecydowanie później, gdy cały kurz opadnie i będzie można pójść tam na spokojnie. Jedną z takich restauracji była przede wszystkim Dzień i Noc, znajdująca się przy ulicy Warszawskiej 5 w Katowicach. Czy więc warto tak się wszystkim zachwycać? O tym dowiecie się z tego wpisu ;)

Kryształowa kiedyś, Dzień i Noc dziś

Niegdyś mieściła się tu Kryształowa – restauracja, która była rozpoznawalna przez wielu i stanowiła swego rodzaju wizytówkę Katowic. Nic jednak nie trwa wiecznie i… lokal upadł. Potem były próby wskrzeszenia (przez panią Gessler i nie tylko), ale też nie wyszły jakoś rewelacyjnie i reaktywacja długo nie potrwała.

Dzień i Noc - Sala barowa

Teraz jednak mamy do czynienia z innymi właścicielami i nowym konceptem, który ani trochę nie nawiązuje do przeszłości (poza tą samą lokalizacją). Wnętrze zostało podzielone na dwie sale. Jedna z nich wygląda na typowo restauracyjną, a drugiej bliżej do baru niż ekskluzywnej restauracji. Menu to natomiast miks różnych kuchni europejskich w teoretycznie najlepszym wydaniu. Dlaczego teoretycznie? Tak mi się zdawało, gdy słyszałem wszystkie ochy i achy na temat tego miejsca. Ale przekonałem się, że w kuchni lokalu pozmieniało się wiele.. Dwie wizyty jak zawsze odhaczone, bez oszukiwania ;)

Pierwsze koty za płoty

Przygoda z lokalem nie zaczęła się zbyt dobrze. Przyszedłem do prawie pustego miejsca i usiadłem w części barowej. Zaprowadziła mnie tam obsługa, podała kartę i już na złożenie zamówienia trochę poczekałem (około 10 minut). Powiedziałem, co chcę i sytuacja się powtórzyła. Z tą różnicą, że na moją przystawkę poczekałem tylko… 40 minut (na danie główne, jak się potem okazało, również). Wydaje mi się, że jeśli mamy dłużej czekać na danie, to dobrym zwyczajem jest o tym poinformować… Przypomnę, że lokal tego dnia był praktycznie pusty! Ale już nie będę o tym marudził, bo może jestem za bardzo pretensjonalny. Tutaj porozmawiajmy o jedzeniu.

Entrée, jakie sobie wymarzyłem tego dnia, to ragout z ozorków wołowych, podane z grzybami i parmezanem na foccacci z suszonymi pomidorami. Z jednej strony mięso było bardzo delikatne, wręcz rozpływało się w ustach. Z drugiej strony było jednak dość słone, jak na moje standardy. Dodatki sparowane zostały całkiem nieźle, ale w ogólnym rozrachunku określiłbym danie jako co najwyżej dobre.

Dzień i Noc - Ragout z ozorków

Głównym daniem cieszyłem się jeszcze zanim zostało podane do stolika. Wybór padł na stek z kalmara, a wśród dodatków znalazła się marchew, polenta, sos szafranowy i pesto z estragonu. Brzmi to bardzo dziwnie, lecz takie połączenie miało być czymś na tyle ekstrawaganckim, że myślałem, iż po prostu moje kubki smakowe zwariują na jego punkcie… Jak możecie się domyślić, tak się nie stało. O ile kalmar był przyrządzony po bożemu, a dołączony do niego sos szafranowy idealnie wkomponował się w jego kawałki, o tyle reszta pozostawiła mi lekki zgrzyt i niesmak. Lubię estragon, jednak pesto okazało się nad wyraz gorzkie i czegoś ewidentnie mu brakowało. Co do samej polenty i warzyw, to mam odczucia neutralne. Średnie danie, wobec którego miałem zdecydowanie wielkie oczekiwania i się zawiodłem.

Dzień i Noc - Stek z kalmara 2

Sznycel niezgody

Tym razem usiadłem w części restauracyjnej. Wizyta przebiegała zdecydowanie sprawniej – żadnych opóźnień z przyjęciem zamówienia czy też wydawką. Co więc poszło nie tak podczas pierwszych odwiedzin? Nie wiem i pewnie nigdy się nie dowiem… Dobra, ale teraz o jedzeniu!

Polskie flaki wołowe to coś, co przypomniało mi dzieciństwo. W domu, często z bardziej wzniosłych powodów jak imprezy rodzinne, na stole znajdowały się właśnie one. Te tutaj były równie dobre jak u mamy, co już jest wyróżnieniem! W smaku pikantne, więc przestrzegam osoby o bardziej wrażliwym podniebieniu. A tak, to miękkie i przyjemnie się je jadło. Chyba jedyna pozycja z dwóch wizyt, którą polecam z ręką na brzuchu.

Dzień i Noc - Flaki

Co jednak było nieporozumieniem tego wieczoru, to sznycel cielęcy. Kotlet robił wrażenie – podany na desce z jajkiem sadzonym na górze, a pod spodem znajdowała się sałatka ziemniaczana i kiszonki. Impresja to jedno, doznania jednak drugie.

Dzień i Noc - Sznycel

Sam kotlet rozbity na cienko, co jest plusem. Nie mogę powiedzieć, że był czymś niedobrym, ale nie wyróżniał się szczególnie smakiem. Ot, taki zwykły kotlet. I chociaż wiem, że nie powinienem tak porównywać, to jednak z dobrego schabowego cieszyłbym się bardziej… Sałatka i kiszonki w niczym tutaj nie pomogły, niestety. Poczułem się również zdezorientowany ceną tego dania. Na Facebooku widnieje jeszcze cena ze starego menu – 44 zł, w jednej części karty widziałem za 50 zł, ale ostatecznie za tego kotleta zapłaciłem niebagatelną cenę, bo 54 zł. Czy było warto? Nie… Nie za taką cenę, skoro jadłem sznycla za mniejsze pieniądze…

Dzień i Noc – niewykorzystany potencjał

Jestem bardzo zawiedziony tym miejscem. Nasłuchałem się samych pozytywów, ale chyba odejście z kuchni Marcina Czubaka odbiło się tam czkawką. Począwszy od dysproporcji w obsłudze podczas każdej z wizyt, poprzez średnie w smaku doznania, a skończywszy na zbyt wygórowanych cenach (jak na to, co oferują w karcie). Co więcej, takie opinie słyszałem po mojej wizycie również od innych osób… Dzień i Noc – nie tędy droga!

Adres: Warszawska 5, Katowice
FB: https://www.facebook.com/dzieninockatowice/
Ceny:

  • Flaki wołowe – 17 zł
  • Ragout z ozorków wołowych – 22 zł
  • Stek z kalmara – 45 zł
  • Sznycel cielęcy – 54 zł
Ocena
  • Jedzenie
  • Obsługa
  • Klimat
3.3
Sending
User Review
2.5 (4 votes)

Marcin Ceran

Programista z zawodu, bloger z zamiłowania. Lubię dobrze zjeść, czy to w domu czy to na mieście. Będziesz to jeszcze jadł?! ;) Więcej o mnie tutaj!

RELATED POSTS