Meat & Go [Kraków]

Ostatnio punktem na mapie Krakowa, który chciałem odwiedzić było miejsce, w którym mięsem rzuca się na stół. Niedosłownie, a w postaci kanapki, bo nic tak nie robi dnia jak kawał porządnego sandwicha. W szczególności przy obecnie panującej modzie, więc oczywistym było, że muszę się tam pojawić. Dzisiejszy wpis dotyczy Meat & Go, które rozłożyło się na dobre przy Dolnych Młynów 10 w dawnym kompleksie Tytano.

Mięsna przygoda

Z lokalem spotkaliśmy się już wcześniej w okrąglaku, nawet Michał napisał o nim parę słów. Teraz po przeniesieniu się do nowej lokalizacji nie zmienili charakteru, a wręcz przeciwnie jeszcze bardziej rozwinęli swój pomysł na bar mięsny. Mięso wielu rodzajów podawane jest w formie sandwichy w różnych kombinacjach składnikowych. Podczas swojej wizyty ze znajomymi dane mi było spróbować 3 kanapek, które śmiało określić można mianem premium.

Pierwsza pozycja jaka poddana została moim testom była kanapka Reuben. Tym daniem zachwycałem się już podczas wizyty w Poznaniu, a konkretnie w Arizona Express. Tutaj jednak weszła ona do totalnie innej ligi… ligi mistrzów! Zacznijmy od pieczywa, które ugrillowane na maśle znakomicie pasowało do utrzymania w ryzach tego smacznego “potwora”. Mięso, które uważam za idealne do kanapki, rozpadało się w ustach i jak na pastrami było należycie przyprawione. Domyślam się, że tak jak wszystkie inne mięsa, przyrządzają je sami, co uważam za wielki plus. Bardzo dużo dobrych jakościowo dodatków w środku, takich jak kiszona kapusta, ser czy sos rosyjski sprawiły, że czułem się niczym w kanapkowym niebie. Ponadto przewagą tego Reubena nad innymi była wielkość porcji, która na pewno nie sprawiłaby, że ktoś po zjedzeniu byłby jeszcze głodny. Nie rzucam słów na wiatr – to najlepszy reuben jaki jadłem w swoim życiu!

Nie samą wołowiną człowiek żyje

Inną kompozycję jaką próbowałem była porchetta (wym. porketta). To zamknięta w ciabacie specjalnie przygotowana łopatka wieprzowa. Razem z dodatkami takimi jak suszone pomidory, roszponka i demi-glace z karmelizowaną cebulą to ciekawa kompozycja. Mięso znowu rozpadało się jak należy smakując przy tym przepysznie. Pieczywo nie sprawiało już u mnie takiego zachwytu, jak w przypadku reubena, ale to głównie za sprawą tego, że nie lubię tego typu buł. Nie zmienia to jednak mojej ogólnej opinii – istne niebo w gębie :)

Po wieprzowinie znowu wróciłem do wołowiny. Ostatni sztos jaki zjadłem to Pekefleisch. Są to peklowane poliki wołowe w akompaniamencie kiszonego ogórka, słowackiej musztardy oraz kremu chrzanowego, zamknięte pomiędzy dwoma kromkami pszenno-żytniego chleba. Ja nie wiem jak oni to robią, ale w każdej pozycji z menu mięso jest bardzo porządnie zrobione i nie umiem się do niczego przyczepić. Połączenie słowackiej musztardy z kremem chrzanowym może wydawać się na początku dziwne, ale przy każdym kolejnym kęsie sprawia wrażenie starannie dobranego do polików. Na pewno zdecydowanie inna niż poprzednicy, ale równie smaczna.

Bar mięsny Meat & Go, czyli strzał w dziesiątkę

Meat & Go stał się dla mnie ważnym kulinarnym punktem na mapie Krakowa. Kto jak kto, ale umieją oni przygotować znakomite mięso i podać je w kanapkach, do których często wzdycham jak tylko widzę je na zdjęciach. Jeśli jeszcze nie trafiliście w to miejsce, to wiedzcie że popełniliście błąd. Toż to istna mięsna Mekka, do której będę wpadał nie raz!

Adres: ul. Dolnych Młynów 10, Kraków
FB: https://www.facebook.com/meatandgokrakow/
Ceny:

  • Porchetta – 20 PLN
  • Pekefleisch – 20 PLN
  • Reuben – 27 PLN
  • Michał Jodłowski

    Polecam, po stokroć polecam.
    I nie zrażać się, jak za pierwszym razem nie znajdziecie knajpy… jest dobrze ukryta :P

    • Ja miałem dobrego przewodnika to mnie zaprowadził! :D