Misz Masz [Tychy]

Cały czas staram się nadążać za kulinarnymi trendami czy nowościami na Śląsku. W modzie są ostatnio bistra serwujące dania sezonowe i nie tylko. Całkiem niedawno w Tychach otworzyła się tego typu restauracja, więc nie mogłem jej pominąć podczas moich wojaży. Dzisiejszy wpis dotyczy lokalu Misz Masz, znajdującego się przy ul. Sienkiewicza 7.

Jak już można się było spodziewać po nazwie znajdziemy tutaj dania z różnych zakątków świata. Menu zmienia się średnio co 2 tygodnie, a jedyną stałą rzeczą wśród niego jest sushi, które od paru lat cieszy się popularnością. Zaraz, zaraz, ale jak to od paru lat? Ano lokal jest nowym pomysłem właściciela Mio Sushi i stąd tak to wygląda. Dzisiejszy wpis jednak nie będzie dotyczył tego japońskiego przysmaku z ryżem. Przewinąłem się przez 2 rotacje menu, zjadłem co nieco i właśnie opinią o tym  precedensie chciałem się z Wami dzisiaj podzielić.

You spin me round

Zawsze czuje ekscytację przed pierwszą wizytą w lokalu. Nigdy nie wiadomo czego się spodziewać, w szczególności po nowych pomysłach. Menu w takich przypadkach mam przestudiowane na tyle, że przychodzę, szybko zamawiam i już nie mogę się doczekać czym mnie zaskoczy kuchnia. Na przełamanie lodów weszła zupa kokosowa z kurczakiem. Przygotowana razem z liśćmi limonki, trawą cytrynową, podana z makaronem ryżowym. Aromat jaki wydobywał się z talerza to coś pięknego. Całość była dobrze przyprawiona, a mięso delikatne. Idealne rozpoczęcie kulinarnej przygody.

Pora jednak na konkrety. Chwilę po zjedzeniu zupy do stolika podano kurczaka tandoori. Marynowany wcześniej w mieszance przypraw garam masala smakował świetnie! Śmiem śmiało przyznać, że nawet lepiej niż w indyjskich knajpach, które się w takich daniach specjalizują. Do dania podano jeszcze jogurt naturalny, ryż i sałatkę z ananasem, które bardzo ładnie uzupełniały danie, jednocześnie podnosząc mój poziom przejedzenia. Serio… zjeść cały talerz to nie lada wyzwanie, bo żal było coś zostawić!

Przy kolejnej z wizyt udało mi się sprawdzić polędwiczki wieprzowe z boczkiem, sosem śliwkowym i puree ziemniaczanym. Myślałem, że poprzednio zjedzona kura to była rewelacja, a z bieżącej karty ciężko będzie dorównać temu co zjadłem, ale udało się. Roladki owinięte boczkiem smakowo biły kurę o głowę. Możliwe, że były lekko przysłone, ale to prawdopodobnie sprawka boczku albo samego sosu śliwkowego. Mimo wszystko ten fakt nie zmieniał zbytnio mojej opinii o kunszcie potrawy.

Korea? Meksyk? Proszę bardzo!

Śledząc uważnie zmiany menu zauważyłem, że przy każdej rotacji umiem znaleźć coś dla siebie. Miałem lekką przerwę w wychodzeniu na miasto, ale udało mi się zmobilizować i pojechać na niedzielny obiad do Tychów. Tak się złożyło, że trafiłem wtedy na sztos jakich mało. W karcie znalazły się skrzydełka w stylu koreańskim w sosie ze słodkiego chilli. Chrupiąca panierka, mięso w środku wywołało pozytywny zachwyt. Sosik bardzo dobrze podkreślał walory smakowe przez co pasował idealnie. Do tej pory myślałem, że na Śląsku ciężko będzie o takie danie, a tu proszę! Dodatkowo w zestawie były frytki z batatów i coleslaw, ale ja z nich zrezygnowałem bo wiedziałem, że są w karcie dania których nie mogę sobie odpuścić.

W międzyczasie przed kolejnym celem był jeszcze krem z selera. Zawierał on w sobie masło orzechowe i ser brie. Nie przekonał mnie smakowo, bo po zupie kokosowej poprzeczka została postawiona wysoko. Było smacznie, delikatnie, nie mdło, ale coś bym tu jeszcze dodał, aby nadać tej zupie charakteru.

Przede mną było jeszcze jedno duże danie i musiałem się z nim zmierzyć. Tacos z rostbefem, czyli reprezentant Meksyku, który pozytywnie mnie zaskoczył tego dnia. Podane z czerwoną cebulą, gruszką, cheddarem w akompaniamencie sałaty i pomidorów koktajlowych prezentowało się nadzwyczaj smacznie. Zazwyczaj tacosy jakie jadłem bardzo się rozpadały, więc bez sztućców nie dało rady ich zjeść, ale tutaj nie miałem tego problemu. Przegryzając się przez mięsny farsz z dodatkami natknąłem się na coś smakowitego. Mięso rozpływało się ustach, a dodatki… mmm… to było pyszne! Tego dnia świat się na chwilę zatrzymał, bo chyba pierwszy raz od dawna najadłem się na tyle, że nie byłem w stanie nic więcej wcisnąć.

Misz Masz ujarzmiony

Miszmasz jako słowo może kojarzyć się z chaosem, ale w tyskim lokalu czegoś takiego nie uświadczymy. Restauracja oferuje przekrój dań z różnych kuchni świata, więc każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Jest smacznie, a za takie pieniądze myślę, że ciężko znaleźć konkurencyjny lokal. Zazdroszczę Tychom takiego miejsca na mapie!

Adres: ul. Sienkiewicza 7, Tychy
FB: https://www.facebook.com/MiszMaszNaSienkiewicza7/
Ceny:

  • Panierowane skrzydełka z kurczaka – 19 PLN
  • Tacos z rostbefem – 24 PLN
  • Krem z selera z masłem orzechowym i serem brie – 11 PLN
  • Zupa kokosowa z kurczakiem – 11 PLN
  • Kurczak tandoori – 21 PLN
  • Roladka z polędwiczki wieprzowej – 29 PLN