Musso Sushi (Sukiennicza 8) – Restaurant WEEK

Restaurant Week to, jak wiadomo, ogólnopolski festiwal kulinarny. Nie chcąc się ograniczać do samego Śląska podczas tej edycji ponownie wybraliśmy się z Patrycją w podróż do Krakowa na azjatycką kuchnię, czyli jedną z naszych ulubionych. Dzisiejszy wpis dotyczyć będzie lokalu Musso Sushi, znajdującego się przy ulicy Sukienniczej 8 zaraz obok odwiedzonej przeze mnie restauracji Włoska.

Rybny (i pomyłkowy) epilog

Co nas przekonało, żeby pojechać akurat tam? W obu menu znalazły się bento boxy, których byliśmy bardzo ciekawi. Po niedługiej podróży idziemy prosto do lokalu. Samo miejsce wita nas bardzo minimalistycznym (ale dalej w klimatach azjatyckich) wystrojem. Parę stolików mniejszych i większych oraz miejsca przy oknie, przy których zasiedliśmy.

musso-sushi

Po krótszej chwili na nasz stolik zostały podane przystawki. Sake uramaki, czyli 4 kawałki sushi z łososiem w trzech odsłonach: surowy, gravlax z buraczkami, marynowany w sosie yuan yaki. Takie coś mieliśmy otrzymać, ale wyszedł na jaw pierwszy zgrzyt – w obu menu podane były te same przystawki. Okazało się jednak, że set II zawiera kawałki sushi wegetariańskiego. Można było się zdenerwować, ale potem wyszło, że sushi wegetariańskie było smaczniejsze w porównaniu do mięsnego wariantu. Kawałki z łososiem były średnie, a gravlax totalnie nijaki. Jeśli tak samo smakuje sushi podane poza festiwalem, to nie byłbym jego wielkim fanem.

Pudełko tłuszczem płynące

Jako danie główne były 2 warianty bento boxów. Pierwszy zestaw zawierał bulion kimchi, chahan, japońskie pikle, edamame, sardele karage, krewetkę w tempurze oraz filet ryby marynowany w saiko miso. Drugi natomiast: zupę miso, chahan, pikle japońskie, edamame, warzywa w tempurze i grillowane tofu. Zacznijmy od omówienia zup. Bulion kimchi dostałem praktycznie zimny, ale smakowo był mimo wszystko jadalny i dało się wyczuć koreańską nutę smakową. Miso od Patrycji było bardziej przewrotne w porównaniu do mojego. Zupa była ciepła lecz średnio smaczna. Coś w smaku bardzo mi nie pasowało, a na pewno przyłożył się do tego nieprzyjemny zapach zupy. Jak w takim razie została przyrządzona ja się pytam?! To co potem zjedliśmy z zestawów było niewiele lepsze. Chanan miał w sobie jakiś średniej jakości ryż (P: jak z pospolitej polskiej sieciówki typu asian fastfood). Japońskie pikle? Przerost treści nad formą, a dodatkowo brakowało tam marynowanych grzybów czy jakichś bardziej azjatyckich warzyw – ogórka i marchewkę mamy na co dzień.

musso-bento-2

Na co by tu jeszcze ponarzekać… Aha, wiem! Edamame, warzywa w tempurze oraz grillowane tofu były bardzo słabe. Ogólnie większość z tych rzeczy była średnio jadalna przez jeden aspekt, którego wcześniej nie wspomniałem. Większość rzeczy z zestawu ociekała niestety tłuszczem, przez co nawet nie próbowałem dojadać wszystkiego. Jedynymi rzeczami które broniły się w tych zestawach były sardele karage, krewetka w tempurze oraz ryba marynowana w saiko miso. Było smacznie i dobrze doprawione, a dodatkowo nie było nadmiaru tłuszczu (Można? Można!). Druga runda jedzenia niestety nie powaliła nas na kolana, ale na szczęście nasze żołądki też to przeżyły.

musso-bento

Deser na ratunek

Ostatnią deską ratunku tego wieczoru miał być deser. W obu menu przewidziany był sernik tofu z matcha na karmelowym spodzie. Nie znaleźliśmy tutaj może żadnego wow, ale deser był w porządku. Mogę w sumie pokusić się o stwierdzenie, iż był on najmocniejszą stroną tego wypadu. Matcha dobrze się komponowała i dawała swój charakterystycznie gorzkawy posmak, przez co całość była dobrze zrównoważona. Osłodziło nam to nieco wieczór oraz niesmak po wcześniejszych daniach. :)

musso-matcha

Cały wypad wspólnie uznaliśmy za nieco przereklamowany. Ostatnio ponarzekaliśmy sobie trochę na SushiDO i Little Hanoi w Katowicach, ale przy bieżących cenach w lokalu Musso wydaje mi się on mało atrakcyjny. Odnoszę wrażenie, że dania przygotowane na Restaurant Week były trochę nieprzemyślane i nie powinny się znaleźć w menu, jeśli kucharz nie opanuje ich do przyzwoitego poziomu. Wierzę, że zostaliśmy obsłużeni przez porządnego sushi mastera, ale reszta woła o pomstę do nieba. Kraków już po raz drugi rozczarował nas podczas Restaurant Week od strony kuchni azjatyckiej. Może następnym razem gdzieś uda się zjeść lepiej?


Zdjęcie główne użyte do wpisu pochodzi z serwisu RestaurantWeek.pl. Reszta zdjęć jest naszego autorstwa i jak widać po jakości została zrobiona ziemniakiem!

  • Czarek J.

    W Krakowie w sumie jest dość mało sushibarów, które są naprawdę spoko. Wiem jak to zabrzmi, ale NAPRAWDĘ w Warszawie można zjeść lepiej w tym zakresie. Tym bardziej, że mam porównanie. Kilka lat mieszkałem w Krakowie, teraz jakiś czas egzystuję sobie w Warszawie i trafiłem już na wiele smacznych miejsc z rolkami. Zdecydowanie najlepsze to Sushiberry. I niech Was nie zmyli to, że nie jest zlokalizowane w centrum. Z mojego doświadczenia wynika, że czasem lepiej wyściubić nosa poza Śródmieście i trafić na prawdziwą petardę. A tam, w Sushiberry jedzenie jest naprawdę wystrzałowe. Rolki, zupy, sałatki, do wyboru do koloru. No i ceny bardzo w porządku. Warto się jednak przejechać ten kawałek świata na Bielany i poczuć tę satysfakcję, że się dobrze pojadło :) Pozdrawiam :)