Nabe (Wrocław) – Restaurant Week

nabe - tofu cover

Kolejna rezerwacja w ramach Restaurant Week zaprowadziła nas do innego miasta. Skuszeni kuchnią azjatycką wiele się nie zastanawialiśmy nad tym, dokąd pójść. Restauracja Nabe, bo o niej dziś mowa, znajduje się we Wrocławiu przy bulwarze Dedala 12a.

Miejsce, jak już wcześniej wspomniałem, zostało wybrane ze względu na uwielbianą przeze mnie kuchnię azjatycką. Samo wnętrze wygląda przepięknie – w całym lokalu czuć było klimat Azji, zadbano o estetykę i prostotę. Głównymi pozycjami w menu, jakie można tam dostać na co dzień, są sushi, donburi i parę różnych innych dań. W ramach Restaurant Weeku postanowili jednak trochę poeksperymentować…

Przystawki

Pierwszą przystawką, jaką wsunęliśmy, było biszkoptowe ebi tamagoyaki z migdałami, żabnica zasmażana w liściach shiso z mango, pieprzem sanshō i ikurą. I tu już pierwsza uwaga, bo w tamagoyaki zatraciła się gdzieś krewetka. Po prostu nie było jej wcale czuć! Żabnica natomiast to jeden z lepszych elementów tej przystawki. Pieprz i ikura nieźle podkręciły jej smak, czuć też było świeżość i walory tej ryby.

nabe - ebi tamagoyaki

Drugą przystawką było awokado z kremowym serkiem orzechowym, waflem sezamowym, marynowanymi pomidorkami, jajkiem przepiórczym i japońskim majonezem. W porównaniu do mojego talerza to wspólnie z Patrycją stwierdziliśmy, że trochę nierówno potraktowali drugie menu – ze względu na wielkość porcji. Wygląd dawał radę, ale było trochę biednie. Awokado czy pomidor według mnie średnio się ze sobą łączyły. Z całego talerza wrażenie na mnie wywarł wafel sezamowy, smakował wyśmienicie!

nabe - awokado

Wynik w przystawkach: 2:0
Mimo minusów to zdecydowanie przystawka numer 1 wygrała. A wszystkiemu „winna” jest żabnica ;)

Dania główne

Po przystawkach było zdecydowanie konkretniej. W ramach pierwszego menu zaserwowano wołowinę z ogórkowym kimchi i śliwką, ziemniaczki cherry z kaparami, różowym pieprzem i pieczonym czosnkiem. Talerz dość obfity, ale mięsa było stosunkowo mało. Na talerzu znalazły się cztery kawałki soczystej wołowiny – były po prostu obłędnie pyszne. Potem było jednak trochę gorzej… Zastanawiam się, gdzie zgubiły się kapary w tym daniu, bo mają charakterystyczny smak, a nie było ich wcale czuć. Samo kimchi też widziałbym przy tym daniu trochę ostrzejsze niż to, co zostało podane. Wydaje nam się, że obiad miał trochę inaczej wyglądać, ale coś poszło nie tak.

nabe - wołowina

Po drugiej stronie stołu znalazło się grillowane tofu w pięciu smakach z parowanym ryżem i passatą kardamonową. O ile sam serek był w porządku, o tyle jego duże kawałki sprawiały, że strasznie nieporęcznie się go jadło. Ani ryż, ani passata, ani bakłażan nie sprawiły, że danie zapamiętaliśmy jako smaczne. Naszym zdaniem trochę zabrakło tu przypraw i dopracowania. Znowu wegemenu się nie popisało…

nabe - tofu

Wynik w daniach głównych: 0:0
Po głębszej analizie nie polecamy żadnego dania głównego, jakie dostaliśmy tego dnia. Poszczególne elementy były okej, ale całokształt niestety nie wypadł dobrze.

Desery

Końcówka wieczoru to oczywiście desery! Na pierwszy rzut poszedł czarny ryż z mango i kremem kokosowym. Przyznam szczerze, że bardzo to danie przypominało mango sticky rice… Różnica jednak była kolosalna, bo nie było to zbitą papką, a ryż był bardziej al dente, a nie rozgotowany jak w pierwszym przypadku. Jakoś nie podbiło to mojego serca, ale Patrycja zjadła i jej smakowało. Niech jej będzie!

nabe - mango sticky rice

Ja natomiast, w odróżnieniu do mej przyjaciółki, zachwyciłem się pieczonym ananasem z chilli i lodami kokosowymi. O ile samego chilli nie było tak bardzo czuć, o tyle ananas skąpany był w sosie imbirowym, którego smak był nieziemsko pyszny! Do tego jeszcze te lody… Mmm, miazga! Szkoda tylko, że ananasa przed podaniem nie pokroili wcześniej na mniejsze kawałki, bo za pomocą sztućców, które dostaliśmy do deserów, był nie lada problem się tym zająć!

nabe - ananas

Wynik w deserach: 1:1
Po jednym głosie na każdy deser. Ot tyle, ale spodziewaliśmy się większego zachwytu!

Nabe, czyli lekki niedosyt

Chciałbym napisać, że wieczór spędzony w Nabe był tym jednym ze smaczniejszych podczas Restaurant Weeku. Niestety, biorąc pod uwagę inne lokale, jakie w tamtym tygodniu udało się nam odwiedzić, ten był największym rozczarowaniem. Poszczególne składowe dań były naprawdę niezłe, jednak w ogólnym rozrachunku dania wypadły bardzo średnio. Po tak ciekawej karcie i super zdjęciach myśleliśmy, że dostaniemy coś bardziej zaskakującego. Azja na Restaurant Week nas jednak nie lubi…

Adres: ul. Bulwar Dedala 12a, Wrocław
FB: https://www.facebook.com/nabe.rest/