Najedzeni Fest – Afrodyzjaki

W dniu świętego Walentego, patrona zakochanych i chorych psychicznie (nie widzę różnicy), odbyła się kolejna edycja festiwalu Najedzeni Fest! tym razem pod zachęcającym tytułem “Afrodyzjaki”. Afrodyzjaków może specjalnie nie było, ale wysoki, żywieniowy poziom został utrzymany. Poza stałymi bywalcami imprezy (Burger TATA, Hamsa, Curry up, umami i inni) pojawiły się nowe stoiska (jak chociażby Zayka).

Po wstępnym przejrzeniu co oferował nam festiwal, swoje kroki skierowaliśmy do eataway, gdzie poza pożywieniem się można było pomóc zwierzakom ze Skawiny. Wybraliśmy bliny w trzech odsłonach – ze śmietaną i kawiorem, ze śledziem i ze śmietaną i konfiturą. Za cenę 5 zł otrzymaliśmy dwie bliny. W skrócie – domowe smaki. Bez zachwytu, ale smacznie i dobrze. O zdjęciach zapomnieliśmy ;)

01 - Entrance Afrodyzjaki 02 - Trufle Afrodyzjaki

Kolejnym daniem było panini z truflami, które można było skosztować na stoisku Italmania – włoskie trufle. Jak to się dzieje w standardzie festiwalowym, zamiast typowego panini, otrzymałam tost. W środku ser zapiekany z grzybami. Za cenę 5 zł nie mogłam oczekiwać, że w środku znajdą się jedynie trufle, ale nawet w towarzystwie pieczarek były one wyczuwalne. Całość oceniam bardzo dobrze, danie proste, ale bardzo smakowite.

03 - Trufle Afrodyzjaki 04 - Panini z truflami Afrodyzjaki

W międzyczasie skusiliśmy się na baozi z Baozi House, do wyboru tradycyjne (z wieprzowiną duszoną w trawie cytrynowej z dodatkiem selera naciowego i bambusa) oraz wegańskie (z soczewicą). Wybraliśmy mix i tak za 10 zł otrzymaliśmy porcję 4 pierożków. Farsz mięsny był mocno doprawiony, soczewica natomiast słodkawa i delikatna. Oba smaki nawet przypadły nam do gustu, choć danie serc nie podbiło.

05 - Baozi 06 - Naleśnior

By w pełni nacieszyć się śniadaniem skoczyłam na dobrze znane mi naleśniki z food truck’a Kocham naleśniki. Ulubiony duet kajmak i banan podwyższyły mi poziom cukru we krwi tak jak oczekiwałam. Porządna porcja za 8,50 zł.

07 - ChilliSmak 08 - The End Afrodyzjaki

Gdy ja zachwycałam się naleśniorem, Michał chciał spróbować ostrzejszych wrażeń, więc swe kroki skierował do Chilli Smak. Tam spróbował czekolady na bazie oleju kokosowego z dodatkiem bardzo ostrego chili. Jak na słodycze bez glutenu, to nawet nieźle smakowało. Jedynie konsystencja trochę kulała, ale to wina wyższej temperatury panującej na stoisku i oddziaływaniu tejże temperatury na olej kokosowy. Do tego wpadło mu w ręce smarowidło, także na bazie oleju kokosowego, w zasadzie smalec, ale ciężko je tak nazwać, bo nie ma w składzie nic pochodzenia zwierzęcego. Skład to olej kokosowy, pieczarki, cebula, czosnek i przyprawy. Pozytywnie zaskakiwał smakiem. Do kanapki nadaje się idealnie.

Zayka - Mutton Biryani Zayka - Deser

Michał potrzebował czegoś konkretniejszego, więc na stoisku Zayka skusił się na Mutton Biryani (marynowana kozina z ryżem basmati i miętą), a na deser kulkę twarogu Kala Jamun, razem 13 zł. Kozina była dobrze przyprawiona i ostrawa w smaku, niestety ciut zbyt sucha. Wraz z ryżem basmati strasznie zapychały i to nie w dobrym znaczeniu, danie wydaje się być po prostu zbyt suche i potrzebowałoby jakiegoś przełamania, aby realnie móc się nim delektować. Tym przełamaniem mógł być jakiś sos, który byłby podawany dodatkowo do dania. Do poprawki, ale potencjał jest. Kala Jamun, jako typowy indyjski deser powala słodkością.

Na odchodnym zaopatrzyłam się jeszcze w miód akacjowy z Pasieki Rodziny Królów. Ogromny plus na kontaktowość i ulotkę informacyjną, a do tego przepyszny miód. Polecam!

Kolejna edycja, kolejne wielkie obżarstwo. Afrodyzjaki przelotne, gdzieś tam serduszka, czekoladki, miłość w powietrzu (a nie, to jednak smog), przyjemnie spędzone walentynki. Czekamy na kolejną edycję, czy tym razem czymś nas zaskoczy.