Azja za rogiem – Nasze Bao (Katowice)

Wielka radość gości w mym sercu, gdy dowiaduje się o nowych miejscach na kulinarnej mapie Katowic. Tym bardziej lubię, kiedy wieści te mówią o lokalach serwujących uwielbianą przeze mnie kuchnię azjatycką. Od niedawna, z lekkim opóźnieniem na starcie, swoją działalność w końcu rozpoczęło NaszeBao, ulokowane przy ul. Sienkiewicza 27.

W swojej ofercie lokal posiada bao* w różnych kombinacjach, parę azjatyckich zup, sajgonki i od czasu do czasu curry, bodajże w wersji massaman. Odwiedziłem ich parę razy, w różnych odstępach czasowych, więc posmakowałem trochę tego i owego. Moje wrażenia? Już je serwuje!

Bao hoisinem ociekające

Pierwsza wizytacja skłoniła mnie do wzięcia pozycji jakie znałem wcześniej tylko z Ośmiu misek. Logicznym jest to, że będę chciał porównać jak wypadają na tle konkurencji i to w sumie był mój jedyny punkt odniesienia w tym przypadku. Wybór padł na bao + sajgonki. Pierwsza buła jaką zjadłem była w wersji z glazurowanym boczkiem, sosami sriracha i hoisin, białą rzodkwią, roszponką skropiona odrobiną limonki. Smakowo było całkiem, całkiem, szczególnie bardzo mięciutka buła. Glazurowany boczek przypadł mi do gustu i był super zrobiony – rozpływał się w ustach. Jednak z drugiej strony sosu hoisin było trochę za dużo, przez co całość była po prostu zbyt słodka, nawet pikantny smak się trochę schował. Limonka? Gdzieś tam była, ale nie wyczułem zbytnio jej smaku, ale może to też wina tego hoisina? Zdecydowanie powinno pójść do poprawki, bo przy kolejnych wizytach też zdarzało mi się dostać go za dużo. Ogólnie w szkolnej skali bao z boczkiem dostaje u mnie solidną 4. Punkty ucięte wiadomo, że za brak zachowania balansu ;)

nasze-bao-glazurowany-boczek

Kolejne danie z ich oferty jakie spróbowałem to sajgonki. Składały się z mięsa wieprzowego, warzyw i grzybów mun. W smaku to niestety taka średniawka. Były bardzo słabo przyprawione i płaskie w smaku, a dodatkowo te co dostałem ociekały tłuszczem, przez co mój żołądek później cierpiał katusze. Ponadto sos ananas-chilli w moim odczuciu był za mało wyrazisty. Zdecydowanie przydałoby się tam więcej ostrych przypraw, aby w połączeniu z daniem wzajemnie się uzupełniało. Niestety do dziś dzień nie mam przekonania, czy warto dać sajgonkom jeszcze jedną szansę…

nasze-bao-sajgonki

Hit me bao one more time

Poza wspomnianą wcześniej bułą z glazurowanym boczkiem w ofercie NaszeBao były jeszcze pozycje, które mnie bardzo zainteresowały. Jedna z nich to bao z policzkami. Bohaterowie wnętrza to policzki wieprzowe, kimchi, sos ostrygowo pikantny, roszponka, sos hoisin, majonez. Od razu widać wtopę i wiekszość sosów była rozłożona bardzo chaotycznie, więc po paru gryzach już ich nie miałem. Co do policzków ciężko było wyczuć smak ich mięsa przegryzając się przez te sosy. W sumie nie tylko przez nie, bo swoje dołożyło kimchi. Ogólnie przez te minusy kompozycja nie trafiła do puli moich ulubieńców.

nasze-bao-kimchi

Bao z kalmarem to jednak inna temat. Chyba ze wszystkich wymienionych pozycji, tą zjadłem 2 razy. Buła z kalmarem w panko, sosem ostrygowo pikantnym, rukolą, papryką, miętą, kolendrą oraz konfiturą z chilli. Zrobiony jak należy, a do tego w panko które uwielbiam! Nie był gumiasty, co jest częstym problemem w trakcie przygotowywania. Smaku dodaje tutaj konfitura z chilli, zarówno słodka i ostra w bardzo przyjemny sposób. Jedynym minusem było, jak na złość, że za pierwszym razem wspomnianej konfitury było bardzo mało, a drugim, kiedy było jej w sam raz, to buła dostała 4 razy tyle rukoli. Jako jeden z członków ruchu oporu przeciwko nadmiernej jej ilości w daniach byłem szczerze zdegustowany (tak troszeczkę!). Mimo tego dalej dla mnie buła mistrz, Wam też polecam ją koniecznie spróbować.

nasze-bao-kalmar-2

Soup d’etat

Nie samymi bułami lokal żyje, więc przy wizytacjach popróbowałem również parę zup. W sumie to dosłownie 1 parę… Pierwsza z nich to tom kha gai, która przygotowywana jest na bazie aromatu trawy cytrynowej, limonki, galangi, podawana z kurczakiem, ryżem, grzybami, chili i kolendrą. Po pierwszych kęsach smakowo oczywiście czuć było mleko kokosowe. Wszystkie wymienione wcześniej składniki dało się wyłapać, a kurczak, który urządził sobie w nich kąpiel, był równie smaczny co cała reszta. Według mnie zupa warta grzechu z każdą nabraną łyżką.

nasze-bao-tom-kha-gai

Innym razem dane mi było skosztować zupy Pho, na bazie wywaru wołowego, aromacie z anyżu, imbiru, cynamonu oraz świeżej kolendry, podawana z kawałkami kurczaka oraz makaronem sojowym, grzybkami shimei, cebulką i kolendrą. W odróżnieniu od innych Pho jakie jadłem ta była nie z płaskim makaronem ryżowym a nitkami. Zabieg na plus, bo przy opcji numer jeden potrafię strasznie nabrudzić wokół siebie :D Zupa podobnie jak poprzednia smaczna, z wyrazistym wywarem. Co jak co, ale na zupy do tego lokalu naprawdę warto się przejść!

nasze-bao-pho

Pojedzone czy niepojedzone?

W lokalu NaszeBao raz wychodzę szczęśliwy, raz nie. Na pewno trzeba dopracować dania, tak by za każdym razem smakowały tak samo i były tak samo podane (w szczególności ilości sosów w bułach). Szkopuł z tym lokalem jest taki, że nie umiem go jednoznacznie przez takie rzeczy ocenić. Mam mieszane uczucia, lecz zmierzające ku pozytywnym odczuciom końcowym – rzeczy wymienione przeze mnie można łatwo poprawić i tego życzę NaszeBao!

* bao – bułeczki parowane o chińskim rodowodzie

Adres: ul. Sienkiewicza 27, Katowice
FB: https://www.facebook.com/naszebao/
Ceny:

  • Bao – 10-15 PLN
  • Sajgonki – 14 PLN
  • Pho – 15 PLN
  • Tom Kha Gai – 15 PLN