‘NOVO (Katowice)

Kolejna restauracja za którą stoją jedni z lepszych szefów kuchni na Śląsku? Włoska pizza i do tego inne specjały tejże kuchni? Centrum Katowic? Wiele nie trzeba było, aby mnie przekonać. Tak trafiłem do ‘Novo, czyli nowego lokalu przy ulicy Warszawskiej 15 w Katowicach.

Odkrywamy Sezo’Novo na Novo

Lokal jest rozwinięciem pomysłu Przemka Błaszczyka oraz Witolda Wróbla, którzy to towarzyszyli nam w Sezo’novo. Tym razem jednak lokal nie zwinie się jak nastaną chłodniejsze dni i serwować będzie nam dania przez cały rok. Samo miejsce zostało odziedziczone po Fabularnej, której kuchnia, jak pewnie wiecie, nie przypadła mi do gustu. Novo nie przekreśliłem ze względu na przeszłość miejsca, a wręcz przeciwnie – miałem nadzieję, że powstanie tutaj coś ciekawego i będzie się niosło na ustach mieszkańców Katowic. Miejsce przerobiono, a dzięki otwartej kuchni możemy popatrzeć jak przygotowywane są nasze dania.

Co do menu znajdziemy tam przede wszystkim masę przystawek, makarony, desery oraz oczywiście pizzę serwowaną w stylu włoskim. Ponadto wkładkę dodatkową z ‘novo specialities, czyli sezonowymi specjałami. Do wyboru mamy również obszerną kartę win, przez co posiadówy tutaj mogą się przeciągnąć o parę godzin ;)

Pizzą i tatarem zło przezwyciężę!

Moja przygoda z Novo rozpoczęła się jak zawsze bardzo spontanicznie. Pomyślałem, poszedłem, pojadłem, jak to zwykle u mnie bywa. Na start tatar posypany parmezanem z suszonymi pomidorami, kaparami, anchois podany razem z focaccią i oliwą. Strasznie za mną ostatnio tatary chodzą, ale muszę przyznać, iż był to jeden z najlepszych jakie ostatnio jadłem. Zarówno polędwica jak i reszta smakowały wyśmienicie, a zagryzka w postaci pieczywa idealnie dopełniała całość kompozycji.

Tego wieczoru sprawdziłem również to, w czym Sezo’novo było dla mnie najlepsze. Mowa oczywiście o pizzy. Zazwyczaj staram się zacząć od quattro formaggi, ale tym razem skusiłem się na coś równie prostego. Margherita czyli sos pomidorowy, ser mozzarella i listki bazylii. Byłem lekko zszokowany tym co dostałem na talerzu… Placek był po prostu rewelacyjny! Lekko przypieczone brzegi, pyszne ciasto, wspaniały sos pomidorowy i mozzarella. Ahhh… Mógłbym się rozpisywać nad tym jak takie proste danie wprawiło mnie w stan błogiego najedzenia, ale myślę że każdy powinien spróbować jej samemu. Zobaczcie na zdjęciach – ta pizza jest grzechu warta!

Przystawki zimne i ciepłe, czyli wizyta numero duo

Podczas kolejnego wypadu postanowiłem, że pójdę w kierunku samych przystawek. Jedna na zimno, jedna na ciepło. Talerz włoskich wędlin podany z oliwkami i focaccią był całkiem porządny na start. Nie za bardzo znam się na rodzajach wędlin, ale tutaj miałem 4 rodzaje i na pewno wśród nich pojawiła się szynka parmeńska oraz salami. Nie ma jednak co nad tym dywagować – zjadłem ze smakiem każdą i przeszedłem płynnie do kolejnej zakąski tego dnia.

Nic tak nie raduje mego żołądka, jak przystawka jest wielkości pełnoprawnego dania obiadowego. Tak oto na moim stoliku pojawił się kalmar. Ten nadziany był cytrynowym risotto z fenkułem i miętą oraz ziołowym sosem (salsa verde). Jestem w stanie przysiąc, że nigdy nie widziałem kalmara w innej postaci niż krążków. Tutaj podany w całości wyglądał może trochę nieapetycznie, ale po pierwszym kęsie rozwiał moje obawy. Żadnego uczucia gryzienia gumy, a wręcz przeciwnie – można się było rozkoszować jego teksturą. Nadzienie okazało się całkiem ciekawe, ale dużo większy udział w tym daniu miał sos, w którym wyczuwało się spory bukiet świeżych ziół. Poezja smaku i rozkoszy, aż szkoda, że po nim byłem już najedzony.

Do trzech razy sztuka

Obszerna karta poniekąd wymusiła na mnie aż 3 wizyty, ale tak naprawdę wszystkie wypady okupione były dużą ilością pysznego jedzenia. Byłem przekonany, że nawet podczas kolejnej wizyty nic nie popsuje kreowanego przez lokal obrazu sytuacji. Tym razem padło na jeszcze jedną przystawkę i makaron. Najpierw porozmawiajmy o arancini z cięleciną w sosie tuńczykowym, czyli trzech kulkach skrywających w sobie pyszną cielęcinę.Bardzo przypadły mi do gustu, chociaż nie do końca byłem przekonany do sosu, ale po pierwszych kęsach musiałem odrzucić na bok moje uprzedzenia. Prosto, smacznie i jak na przystawkę całkiem sporo!

To co jednak najbardziej zapadło mi w pamięci z tamtego wypadu to makaron. Nie była to jednak żadna klasyczna pozycja w typowej włoskiej knajpie. Na moim talerzu znalazła się potrawka z królika i suszonych grzybów w sosie śmietanowym z żółtkiem. Zachwyt to mało powiedziane. Królik okazał się bardzo delikatny i można było go łatwo szarpać. Tak kruchego mięsa się nie spodziewałem, ale to wielki plus! Zarówno prezentacja, jak i smak tego dania nie pozostawiały wielu złudzeń. Jak dla mnie to danie trafiło na listę pozycji obowiązkowych do spróbowania.

Novo, czyli szczegóły mają znaczenie

Specjalnie opóźniłem swoją wizytę w Novo, żeby nie przeżyć rozczarowania pierwszymi dniami działalności. Wtedy zdarzają się częste wpadki i ludziom pozostaje niesmak w ustach. Moje wizyty należały do tych smacznych. Jedzeniem które dostałem chciałbym się podzielić z moimi najbliższymi zarówno podczas codziennej monotonii, jak i specjalnych okazji. To miejsce znakomicie nadaje się na każdą sytuację, a dania zapadną Wam w pamięć. Potem uzależnicie się od niego i będziecie szukali pretekstu aby wybrać się tu jeszcze raz, a przecież każdy powód jest dobry jeśli w grę wchodzi dobra szama. :)

Adres: ul. Warszawska 15, Katowice
FB: https://www.facebook.com/novorestobar/
Ceny:

  • Tatar – 25 PLN
  • Margherita – 20 PLN
  • Talerz wędlin – 22 PLN
  • Kalmar faszerowany – 19 PLN
  • Arancini z cielęciną – 17 PLN
  • Potrawka z królika – 30 PLN