O Pojedzonym słów kilka

Witam wszystkich! Zapewne pamiętacie moje wystąpienia podczas Restaurant Week, a zapominalskich odnoszę do wpisów (tu i tu). Jak zapewne nie jesteście świadomi autor bloga, na którym się znajdujecie jest dzisiaj starszy o kolejną wiosnę i z tej okazji powstał ten post. Chciałabym opowiedzieć Wam trochę jak to się wszystko zaczęło, a także o pracy jaką wkłada Marcin w Pojedzone. Zaczynamy :)

Na początku był chaos

Na fanpage Pojedzone (powstały 21 października 2013) trafiłam przez rekomendacje od znajomego, ale wtedy nie przejęłam się zbytnio publikowaną treścią. Zdjęcia były koszmarne, a same recenzje nie zachęcały mnie do niczego. Polubiłam stronę i wyszłam. Dużo później dowiedziałam się, że ta sama osoba, która poleciła mi Pojedzone jest jego autorem, więc przy najbliższej okazji chciałam dowiedzieć się więcej.

Zanim założył Pojedzone, Marcin sam lubił gotować i wychodzić na miasto, żeby potem podzielić się swoją opinią ze znajomymi. Szukał inspiracji w restauracyjnym menu, które bez problemu mógł zaadaptować u siebie w kuchni. Jedzenie było dla niego równie ważne co spanie, więc po pewnym czasie w jego głowie pojawił się pomysł, na dzielenie się tym z większym gronem odbiorców.

Powoli do celu

Dopiero w 2015 Pojedzone trafiło na WordPressa, co było wielkim przełomem i pewnego rodzaju wyzwoleniem autorskim. Koniec z krótkimi postami na facebooku, niesmacznymi zdjęciami! Nowa odsłona fanpage’u na stronie internetowej wyglądała o niebo lepiej, co dało Marcinowi niezłego boosta. Powoli zaczął zauważać jak ważne dla niego jest to co robi, dlatego starał się rozwijać na swój sposób. Jednak czegoś tu jeszcze brakowało…

Kolejny kamień milowy przekroczył po Blog Conference Poznań, na którym złapał bakcyla na pisanie. Wcześniej po prostu chciał dzielić się swoją wiedzą, ale po spotkaniu reszty blogosfery zauważył, że posiadanie własnej domeny to dopiero początek. Pamiętam jak zdawał mi na bieżąco relację z całej wizyty. Po powrocie na śląsk zaczął systematycznie dodawać posty, rozszerzając tym swoje wizyty o okoliczne miasta. Przyłożył się do mediów społecznościowych i przyciągnął więcej czytelników niż kiedykolwiek. Zmiany wyszły mu zdecydowanie na dobre.

To jeszcze nie koniec

Blogerzy zawsze stanowią kontrowersyjny temat, gdy w grę wchodzi pytanie kiedy nastaje moment, w którym strona staje się życiem, a nie tylko hobby. Dla Pojedzone ten moment nastał po zeszłorocznej konferencji i czuję to na własnej skórze. Podporządkował cały swój wolny czas na tworzenie kontentu, który czytacie co tydzień, ale również na utrzymywanie aktywnego kontaktu z czytelnikami.

W ten jeden dzień podziękujmy mu za to, że jest i dzięki niemu wiemy, gdzie wybrać się na dobrą szamę. Ja na pewno to zrobię, tym wpisem, jedzeniem, pomocą przy blogu, bo warto. Pojedzone zasługuje na swoje miejsce w sieci i naszych sercach.

Wszystkiego najlepszego!!!