Okiem i Brzuchem (Katowice)

Podobno chodzą plotki, że zupą nie da się najeść. Nigdy nie byłem aż tak wielkim fanem zup, żeby to potwierdzić lub zdementować, a moje zupy w domu rodzinnym zawsze były przystawką do czegoś większego. Niedawno odwiedziłem jeden z katowickich lokali, który pała się tego typu daniami, co bym mógł przetestować tę hipotezę raz a dobrze! Tak trafiłem do Okiem i Brzuchem – lokalu znajdującego się przy ulicy Kościuszki 18 w Katowicach.

Miejsce nie posiada żadnej stałej karty – każdego dnia serwowane są inne zupy i z tego co kojarzę, to przez rok działalności nie powtórzyły się one w takiej samej formie. Lokal sam w sobie jest dość przestronny, a dodatkowo jeszcze posiada ogródek. Na poczet tego wpisu odwiedziłem to miejsce 2 razy i w sumie skosztowałem 6 zup.

Zupami nie da się najeść

O lokalu słyszałem dość dawno, ale pierwsza wizyta była bardzo spontaniczna i podjęta na trasie do domu. Szybko się to potoczyło i nagle wyszło na to, że zamówiłem “zestaw degustacyjny”, czyli 3 x zupa po 200ml w bardzo przystępnej cenie [13 PLN].

Okiem i Brzuchem - Zestaw degustacyjny

 

Pierwsze danie jakie zjadłem to krem z dyni piżmowej, pieczonej marchewki, warzyw i ananasa. Pierwsze, co od razu się rzuciło w oczy to konsystencja samego kremu – powiedziałbym, że aksamitna. Smak? Dominował słodki, ale nie na tyle, żeby przymulać. Dobrze doprawiona, wyrazista, lekko pieprzna – krem idealny!

Kolejna pozycja – mięso wołowe, podgrzybki, fasola czerwona, warzywa, ziemniaki, por, zielona pietruszka. Mięso było dobrze ugotowane, na tyle, żeby rozpadać się w ustach, a nie w zupie. Do tego co większe kawałki były w sam raz na ząb. Ziemniaki w trochę mniejszych kawałkach, mają plusa za nie stanie się jednością z resztą zupy. Najsmaczniejsze z tej zupy jednak moim zdaniem były podgrzybki. Sama zupa była dobra, lecz nie tak wyraźna jak poprzednio zjedzony krem. Była po prostu smaczna i tyle.

Okiem i Brzuchem - Mięsna

Trzecią i ostatnią zupą tego dnia był wywar orientalno-warzywny, zblendowane bataty, tofu wędzone, kolby kukurydzy, grzyby mun i shiitake, pędy bambusa, warzywa w słupki, makaron sojowy. Wyglądało to bardzo konkretnie! W smaku przypominało mi curry, co było sprawką zapewne tego orientalnego wywaru. Czułem zatem mocne przyprawy orientu, ale w żaden sposób nie było ich tak dużo, żebym pocił się z ostrości jak przy wspomnianym wcześniej curry. Ogólnie bałem się o tofu, ale wędzona wersja jest jak najbardziej smaczna i pasowała do tego dania.

Okiem i Brzuchem - Orient

Wszystkie zupy tego dnia bardzo mi smakowały, ale najbardziej moje kubki smakowe podbił krem. Muszę przyznać, że po tym zestawie też byłem najedzony do samego wieczora. Czyżby zupami jednak dało się najeść? Postanowiłem odwiedzić lokal jeszcze raz, tym razem podczas jego pierwszych urodzin.

Zupami da się najeść, oj da!

Kolejka w lokalu podczas urodzin była dość spora i trzeba było czekać na ulicy! Całym urodzinom towarzyszył szczytny cel – część dochodu ze sprzedaży zup została przekazana na rzecz Fundacja Iskierka, która działa na rzecz dzieci z chorobą nowotworową. Dodatkowo tego dnia zupy były przygotowywane przez właściciela, Daniela Perełkiewicza, i Marcina Czubaka. Tak smacznie się zapowiadało, że grzech by było wtedy się nie zjawić.

Na pierwszy rzut zupa petarda – zwana ramenówka zupa z wywaru wołowo-drobiowo-warzywnego, mięsa ze schabu, grzybów shiitake i shimejii, wodorostów nori, kiełków rzodkiewki, jajka przepiórczego, szczypioru, chilli, sezamu i makaronu ramen. Cała magia w ramenie to wywar – ten był esencjonalny i odpowiednio tłusty, co już sprawiło u mnie zachwyt tą pozycją. Wszystkie składniki dopełniały się wzajemnie, makaron był sprężysty i na ząb, nie kleił się. Aby być w pełni szczęśliwym wymieniłbym tylko schab, który jak na to danie jest trochę mięsem przychudym. Bardzo smacznie – następnym razem będzie lepiej, o ile ramen znowu się pojawi!

Okiem i Brzuchem - Ramenówka

Idziemy dalej – pierogówka, czyli zupa w z pierogami nadzianymi mięsem wołowym i serem roquefort, zblendowanymi borowikami z warzywami i serem ricotta, a do tego jeszcze pietruszka zielona i lubczyk. Pierogi z cienkim ciastem, które nie rozpadło się w zupie są wielkim pozytywem. Do tego krem w jakim się znalazły – wyraźny, lekko pieprzny. Zjadłem tak szybko, że nawet nie zdążyłem zrobić mu zdjęcia!

Ciężko nazwać zupę deserem, ale trzeba przyznać, że tropikalny chłodnik mógł aspirować do tego miana. Sorbetówka, czyli zupa deserowa z owoców tropikalnych, mleka kokosowego, kruszonki korzennej, sorbetu z marakui, mango. Całość oczywiście podana na zimno, po zjedzeniu poprzednich dań weszła idealnie. Nie była przesadnie słodka, a w smaku można było dobrze wyczuć smak poszczególnych owoców. Ciekawym zabiegiem, była posypka z korzennej kruszonki, która pomogła dodać większej nuty orzeźwienia do całości. Chłodników nigdy dobrych nie jadłem… Do tego dnia oczywiście. Czy tym razem też się najadłem tymi zupami? A i owszem!

Okiem i Brzuchem - Sorbetówka

Okiem i Brzuchem słowem podsumowania

Plotki o niewystarczającej sytości obiadów jednodaniowych zostały podczas tych dwóch wizyt zdementowane. W Okiem i Brzuchem jest smacznie, syto i oryginalnie. Polecam Wam przekonać się na własnym języku – na pewno nie pożałujecie i zaciągniecie następnym razem znajomych. Ja na pewno tak zrobię!

Adres: ul. Kościuszki 18, Katowice
FB: https://www.facebook.com/zupodajniart/
Ceny:

  • Zupa 500ml – 12 PLN
  • 3 x Zupa 200ml – 13 PLN