• Dziki Zachód w Poznaniu – Burger House

    27 lutego 2014

    Throwback Thursday ~! Czyli wrzucam to co mi zalega z dawnych dziejów ;)

    Tak oto wygląda burger w jednej z uroczych knajp w Poznaniu. Burger House, bo o niej mowa, utrzymana jest w konwencji dzikiego zachodu – wystrój jak i nazwy burgerów w pełni dostosowane :D

    Tu na zdjęciu znajduje się podwójny Butch Cassidy [BBQ Burger] a ma w sobie:
    – 2 x 150g smacznej wołowiny
    – sałata
    – pomidor
    – ser cheddar
    – czerwona cebula
    – bekon
    – sos BBQ

    Do zestawu dołączane są jeszcze nachosy z salsą – dobra przekąska i odmiana od frytek :)

    Co mnie zaskoczyło to wybór bułek – dostępne są bułki pszenne i razowe – obie bardzo smaczne tak więc dla każdego coś dobrego.

    Podsumowując – jak będzie okazja i będę w Poznaniu wrócę do tej knajpy jeszcze nie jeden raz :)

  • Najedzeni Fest – Streat Slow Food

    20 lutego 2014

    Kolejny konkretny posiłek na Najedzeni Fest zjadłem z foodtruck’a Streat Slow Food. Ponownie wybrałem burgera, ale za to jakiego! Batataj, czyli burger z batatami, pomidorem, sałatą, boczkiem i majonezem. Kompozycja podana była w solidnej bułce co było dużym plusem – burger do końca pozostał w ręce, a nie wokół mnie. Do mięsa nie mam zastrzeżeń, bataty też dobrze smakowały, czego niestety nie mogłem powiedzieć o boczku. Nie był on do końca dobrze przyrządzony, co niestety dało mi się we znaki przez resztę dnia. Sosów też nie stwierdziłem. Podsumowując jedzenie mogę stwierdzić, że gdyby nie ten boczek byłbym bardzo zadowolony. W tym wypadku jest po prostu OK. Nie przekreślam z góry tego miejsca i postaram się odwiedzić je za jakiś czas, dając drugą szansę czy to temu samemu burgerowi, czy to jakiejś innej pozycji z menu.

  • Najedzeni Fest – Salt & Pepper Food Truck

    19 lutego 2014

    Na Najedzeni Fest miałem okazję by spróbować wielu różnych smakołyków. Kiedy przyszedł czas na coś konkretnego, wybór padł na Salt & Pepper Food Truck i serwowane przez nich burgery. Do skonsumowania wybrałem Chevre, czyli wegeburgera z kozim serem, plackiem z buraka, marmoladą cebulową, rukolą, pomidorem i cebulą. Przyznam szczerze, że mimo brakującego mięsa zjadłem go ze smakiem. Jedyne co mi w nim przeszkadzało to zbyt duża ilość koziego sera, który trochę za bardzo zapychał przy jedzeniu. Bułka w jakiej podano burgera była smaczna, jednak trochę za mała do ilości składników. Z tego powodu burger dosyć szybko się rozlatywał. Niestety brakowało też sosów do wyboru, ale chyba tylko niektóre burgerownie potrafią tak rozpieścić człowieka. W ogólnym rozrachunku jednak nie żałowałem kupna tego burgera i przy następnej okazji postaram się spróbować jakiejś mięsnej kompozycji z menu ;)

  • Postanowienia noworoczne – Korova Burger Bar

    8 stycznia 2014

    Jednym z moich postanowień na Nowy Rok było odwiedzenie poleconej przez znajomą burgerowni. Korova Burger Bar, bo o niej mowa, znajduje się ulicy Kaczyniec 15/2 w Gliwicach.

    Menu w lokalu zawierało 10 pozycji, z czego jedna z nich to burger sezonowy, który zmienia się co miesiąc. Przepadam za niecodziennymi kompozycjami, tak więc mój wybór padł właśnie na „sezonowca”. W burgerze znalazłem 200g wołowiny smażonej na rumie, szynkę własnej produkcji, ser brie, szpinak, czerwoną cebulę oraz konfiturę pomarańczowo-goździkową. Do zestawu dołączone były frytki i sałatka coleslaw. Całość kosztowała mnie 24zł.

    Stopień wysmażenia bardzo smacznej wołowiny (chciałem średnio wysmażoną) był dokładnie taki, jak sobie zażyczyłem. Kompozycja składników w burgerze była jak najbardziej trafiona, a zestaw o jakim wspomniałem naprawdę mnie nasycił. Frytki w odróżnieniu od innych burgerowni były zrobione z całego ziemniaka krojonego razem ze skórką, co sprawiło, że smakowały zupełnie inaczej. Jak dla mnie oczywiście idzie to na plus. Jedynie ten coleslaw… Cóż, nie jestem zwolennikiem tej sałatki. Korova Burger jest kolejnym miejscem, w którym bułki są wypiekane przez nich samych. Myślę, że powoli staje się to standardem w knajpach, co mnie tylko cieszy, bo są naprawdę smaczne.

    Z wizyty w Korova Burger Bar jestem bardzo zadowolony. W końcu znalazłem bardzo dobrą burgerownię na Śląsku, która jest dla mnie alternatywą dla MAD MICK’a. Jeśli tylko macie okazję się tam wybrać, to nie zastanawiajcie się długo, bo warto iść w ciemno!

  • Sucho czy nie … Sztrass Burger

    30 grudnia 2013

    Wrocław … tu mnie jeszcze nie było, a przynajmniej nie kulinarnie. Wśród wielu ostatnio otworzonych knajp serwujących burgery, mój wybór padł na miejsce zwane Sztrass Burger znajdujące się na ulicy Psie Budy 7/9 [okolice rynku]. Miejsce w weekend jest dość oblegane. Gdy tam przyszedłem był wolny tylko jeden stolik i przez cały mój pobyt tłok się nie zmniejszył.

    W związku z tym, że we Wrocławiu tak często nie jestem, to z menu musiałem wybrać coś, co mnie zaskoczy smakiem. Wybór był duży, ale padło na WiesławBurgera – sezonowy burger z oscypkiem, czerwoną cebulą, kiszoną kapustą i grillowaną kiełbasą senatorską. Całość z sosem z pikli i marynowanego, zielonego pieprzu. W zestawie razem z frytkami kosztuje 21.00 PLN. Bułka do burgera jest wypiekana przez zaprzyjaźnioną piekarnię, a co za tym idzie jest smaczna i nie rozlatuje się w rękach. 200g mięsa w kotlecie było dobrze wysmażone. Szczerze w całym burgerze bałem się jedynie kapusty kiszonej, jednak pozytywnie się zaskoczyłem. W moim odczuciu była to bardzo dobra kompozycja smakowa. Jedyne czego mi brakowało to dodatkowych sosów do burgerów – majonez/bbq jako dodatek byłby jak najbardziej na miejscu.

    Moje wrażenia z wizyty są jak najbardziej pozytywne. Jeśli przypadkiem (lub specjalnie ;) ) znajdziecie się w okolicy to wpadnijcie – nie pożałujecie!

  • Ziemniak sam w dolinie … Fryciarnia Amsterdam

    27 grudnia 2013

    Święta, święta i po świętach… a tu relacja z kulinarnych wojaży!

    Zawsze byłem ciekawy popularności różnych miejsc z frytkami. Ot, przecież to tylko odpowiednio przyrządzony ziemniak, prawda? Doznałem jednak pozytywnego zaskoczenia.

    Zaprowadzony przez znajomych trafiłem do Fryciarni Amsterdam znajdującej się na ul. Św. Piotra 8 w Legnicy. Zamówiłem tam duże frytki z sosem orzechowym – tak, orzechowym i pan z obsługi trzy razy pytał się mnie czy aby na pewno ;) Ogólnie do wyboru są jeszcze takie sosy jak czosnkowy, majonezowy, ketchup, pikantny, ziołowy, yuppie i curry. Po paru minutach dostałem solidną porcję grubo krojonych i odpowiednio dobrze przysmażonych frytek. Sos który wybrałem w moim odczuciu był bardzo dobry lecz nie każdemu oczywiście mógł trafić w gusta jego słodki smak, ja natomiast byłem uradowany :)

    Zestaw – 8.00 PLN
    Zdziwienie jak bardzo się najadłem – bezcenne.

    Zbytniej rozprawki o ziemniakach pisać nie będę, ale podsumowując – miejsce warte odwiedzenia… Bo przecież kto z nas nie lubi frytek ? ;)

    Fryciarnia Amsterdam – Legnica

  • Big Mama Slow & Burger Station [zamknięte]

    23 grudnia 2013

    Jeszcze przed wyjazdem na Dolny Śląsk udało mi się odwiedzić nowo otwartą restaurację w Katowicach Big Mama Slow & Burger Station znajdującą się na ulicy Wawelskiej 3. W swoim menu zawiera dania zarówno kuchni amerykańskiej jak i włoskiej. Daniem jakie sobie upatrzyłem było nic innego jak burger.

    Byłem zdziwiony, że knajpa posiadająca w nazwie „Burger Station” ma ich w ofercie tylko cztery (Hamburger, Cheeseburger, Baconburger oraz Chickenburger) wszystkie z gramaturą mięsa równą 200g i frytkami. Cóż… Po wielu trudach wybrałem Baconburger’a [cena 18.00 PLN]. Sam burger podany był w wypiekanej przez lokal bułce, która w porównaniu do innych bułek z jakimi się spotkałem była sporo większa oraz bardziej sycąca, a na dodatek nie górująca smakiem nad samym wnętrzem. W niej, poza mięsem, skryte były takie składniki jak sałata, ogórek, bekon i sos (bodajże cygański?). O ile do całej kompozycji samej w sobie nie mogłem się przyczepić (tj. nie było rewelacji, ale źle też nie) to cały smak burgera zdominował sos, który powinien być podany według mnie albo obok, albo wcale. Za to frytki dodane do zestawu były niczego sobie. Porównałbym je do tych z McDonalds’a z tą różnicą, że tutaj nie były przesolone. Cały zestaw jednak w moim odczuciu był dość przeciętny.

    Może ja jestem już tak spaczony, jednak miałem skromną nadzieję, że Katowice w końcu będą miały w czym wybierać jeśli chodzi o burgery. Jeśli chcecie zobaczyć jak jest w restauracji Big Mama – śmiało. Jak nie, to w mojej opinii nic nie stracicie.

  • Gościnnie w Meat Love [zamknięte]

    13 grudnia 2013

    Wpis gościnny od Marek Wałach, który wizytował knajpę z Piotr Kozioł :)

    Meat Love – mały lokalik w centrum Warszawy. Z pozoru nie pozorny ale gwarantuje, że każdy kto tam zje – wróci tam.

    Do picia: Bombilla – czyli gazowana yerba. Nic specjalnego ale pasuje to już co kto lubi.

    Danie główne: pieczeń wołowa w domowym majonezie z zielonym pieprzem i roszponkom w świeżej, chrupiącej i wypiekanej na miejscu!! bagietce. Coś cudownego. Bardzo miła odmiana od burgerów. Całość łącznie z pieczywem robią na miejscu co bardzo się chwali. Mięso – bardzo dobre. Majonez – jeden z lepszych jakich jadłem, na prawdę super. Generalnie – bardzo polecam.

    Deser: lody bekonowe. Tak wiem jak to brzmi. Ale stwierdziliśmy, że raz kozie śmierć. I nie żałowaliśmy. Czekaliśmy na to całe życie. Najlepsza rzecz jaką kiedykolwiek jadłem. Lody o smaku bekonu, z kawałkami bekonu w środku i do na górę karmelizowany w cukrze trzcinowym (+chyba miód) bekon. NIEBO W GĘBIE. Po prostu ambrozja. Dla samych tych lodów warto przez godzinę szukać miejsca do zaparkowania.

    Obiad na drugi dzień: długo pieczona łopatką wieprzowa z konfiturą z czerwonej cebuli w świętej chrupiącej bułce pan bagnat. Bardzo dobre, miękkie i soczyste mięso. Smak całej kanapki na 5+ :) do tego ogórki w sosiku bardzo smaczne. Na deser oczywiście lody bekonowe czyli sens wyjazdu do Warszawy :)

    Reasumując: POLECAMY BARDZO MOCNO i już planujemy powtórkę z rozrywki.

  • Indie w Katowicach – Hurry Curry

    15 listopada 2013

    Dziś pozostajemy dalej w tematyce kuchni azjatyckiej jednak pochodzącej z innego rejonu kontynentu. Mowa dziś będzie o kuchni indyjskiej a z nią o Hurry Curry. Restauracja ta znajduje się na ulicy Stanisława 1 w Katowicach.

    Co dobrego tam zamówiłem ? Na pierwszy ogień [mimo tego, że nie było aż tak ostre ;)] poszedł Butter chicken wrap – placek pszenny wypełniony kawałkami piersi kurczaka na średnio ostro i reliszem z ogórka, pomidora i czerwonej cebulki. Jak na przystawkę przystało najeść się nie najadłem ale nie powiem, że mi nie smakowało – odpowiednio doprawiona kura w środku i warzywa bardzo dobrze się ze sobą komponowały co można było zauważyć po szybkim opróżnieniu talerza. Do „tortilli” podany miał być jeszcze niby sos raita jednak mi to bardziej smakowało na lekko doprawiony jogurt naturalny. No cóż … a mogło smakować dzięki temu jeszcze lepiej. Cena wrapa: 13 zł.

    Zaraz po przystawce skusiłem się na jeden z zestawów curry + ryż. Wybór padł na Butter chickena w pełnej okazałości czyli pierś z kurczaka w sosie na bazie pomidorów, masła i śmietany z dodatkiem indyjskiej mieszanki świeżo prażonych przypraw. Do tego oczywiście odpowiednio ugotowany ryż basmati. Danie w potrawie oznaczone jako średnio-ostre – poznałem dzięki temu próg możliwości jeśli chodzi o ostrość w kuchni indyjskiej. Nie znaczyło to oczywiście tego, że nie było smaczne – smakowo trafiło w mój gust. Jedynie się napociłem przy jedzeniu ;)
    Cena zestawu: 16zł.

    Jak mogę podsumować to miejsce ? Zjadłem, było smaczne tylko nie wiem czy na tyle sycące, żebym mógł przyjść i zamówić jedno danie. Stosunek ceny do jakości jedzenia wypada zadowalająco jeśli chodzi o kuchnię indyjską [w sumie znam tylko 2 takie restauracje w Katowicach].
    Jeśli nie straszne Ci mocno lecz smacznie przyprawione dania – jest to zdecydowanie miejsce dla Ciebie. Koniec i kropka, o!