• Sucho czy nie … Sztrass Burger

    30 grudnia 2013

    Wrocław … tu mnie jeszcze nie było, a przynajmniej nie kulinarnie. Wśród wielu ostatnio otworzonych knajp serwujących burgery, mój wybór padł na miejsce zwane Sztrass Burger znajdujące się na ulicy Psie Budy 7/9 [okolice rynku]. Miejsce w weekend jest dość oblegane. Gdy tam przyszedłem był wolny tylko jeden stolik i przez cały mój pobyt tłok się nie zmniejszył.

    W związku z tym, że we Wrocławiu tak często nie jestem, to z menu musiałem wybrać coś, co mnie zaskoczy smakiem. Wybór był duży, ale padło na WiesławBurgera – sezonowy burger z oscypkiem, czerwoną cebulą, kiszoną kapustą i grillowaną kiełbasą senatorską. Całość z sosem z pikli i marynowanego, zielonego pieprzu. W zestawie razem z frytkami kosztuje 21.00 PLN. Bułka do burgera jest wypiekana przez zaprzyjaźnioną piekarnię, a co za tym idzie jest smaczna i nie rozlatuje się w rękach. 200g mięsa w kotlecie było dobrze wysmażone. Szczerze w całym burgerze bałem się jedynie kapusty kiszonej, jednak pozytywnie się zaskoczyłem. W moim odczuciu była to bardzo dobra kompozycja smakowa. Jedyne czego mi brakowało to dodatkowych sosów do burgerów – majonez/bbq jako dodatek byłby jak najbardziej na miejscu.

    Moje wrażenia z wizyty są jak najbardziej pozytywne. Jeśli przypadkiem (lub specjalnie ;) ) znajdziecie się w okolicy to wpadnijcie – nie pożałujecie!

  • Ziemniak sam w dolinie … Fryciarnia Amsterdam

    27 grudnia 2013

    Święta, święta i po świętach… a tu relacja z kulinarnych wojaży!

    Zawsze byłem ciekawy popularności różnych miejsc z frytkami. Ot, przecież to tylko odpowiednio przyrządzony ziemniak, prawda? Doznałem jednak pozytywnego zaskoczenia.

    Zaprowadzony przez znajomych trafiłem do Fryciarni Amsterdam znajdującej się na ul. Św. Piotra 8 w Legnicy. Zamówiłem tam duże frytki z sosem orzechowym – tak, orzechowym i pan z obsługi trzy razy pytał się mnie czy aby na pewno ;) Ogólnie do wyboru są jeszcze takie sosy jak czosnkowy, majonezowy, ketchup, pikantny, ziołowy, yuppie i curry. Po paru minutach dostałem solidną porcję grubo krojonych i odpowiednio dobrze przysmażonych frytek. Sos który wybrałem w moim odczuciu był bardzo dobry lecz nie każdemu oczywiście mógł trafić w gusta jego słodki smak, ja natomiast byłem uradowany :)

    Zestaw – 8.00 PLN
    Zdziwienie jak bardzo się najadłem – bezcenne.

    Zbytniej rozprawki o ziemniakach pisać nie będę, ale podsumowując – miejsce warte odwiedzenia… Bo przecież kto z nas nie lubi frytek ? ;)

    Fryciarnia Amsterdam – Legnica

  • Big Mama Slow & Burger Station [zamknięte]

    23 grudnia 2013

    Jeszcze przed wyjazdem na Dolny Śląsk udało mi się odwiedzić nowo otwartą restaurację w Katowicach Big Mama Slow & Burger Station znajdującą się na ulicy Wawelskiej 3. W swoim menu zawiera dania zarówno kuchni amerykańskiej jak i włoskiej. Daniem jakie sobie upatrzyłem było nic innego jak burger.

    Byłem zdziwiony, że knajpa posiadająca w nazwie „Burger Station” ma ich w ofercie tylko cztery (Hamburger, Cheeseburger, Baconburger oraz Chickenburger) wszystkie z gramaturą mięsa równą 200g i frytkami. Cóż… Po wielu trudach wybrałem Baconburger’a [cena 18.00 PLN]. Sam burger podany był w wypiekanej przez lokal bułce, która w porównaniu do innych bułek z jakimi się spotkałem była sporo większa oraz bardziej sycąca, a na dodatek nie górująca smakiem nad samym wnętrzem. W niej, poza mięsem, skryte były takie składniki jak sałata, ogórek, bekon i sos (bodajże cygański?). O ile do całej kompozycji samej w sobie nie mogłem się przyczepić (tj. nie było rewelacji, ale źle też nie) to cały smak burgera zdominował sos, który powinien być podany według mnie albo obok, albo wcale. Za to frytki dodane do zestawu były niczego sobie. Porównałbym je do tych z McDonalds’a z tą różnicą, że tutaj nie były przesolone. Cały zestaw jednak w moim odczuciu był dość przeciętny.

    Może ja jestem już tak spaczony, jednak miałem skromną nadzieję, że Katowice w końcu będą miały w czym wybierać jeśli chodzi o burgery. Jeśli chcecie zobaczyć jak jest w restauracji Big Mama – śmiało. Jak nie, to w mojej opinii nic nie stracicie.

  • Gościnnie w Meat Love [zamknięte]

    13 grudnia 2013

    Wpis gościnny od Marek Wałach, który wizytował knajpę z Piotr Kozioł :)

    Meat Love – mały lokalik w centrum Warszawy. Z pozoru nie pozorny ale gwarantuje, że każdy kto tam zje – wróci tam.

    Do picia: Bombilla – czyli gazowana yerba. Nic specjalnego ale pasuje to już co kto lubi.

    Danie główne: pieczeń wołowa w domowym majonezie z zielonym pieprzem i roszponkom w świeżej, chrupiącej i wypiekanej na miejscu!! bagietce. Coś cudownego. Bardzo miła odmiana od burgerów. Całość łącznie z pieczywem robią na miejscu co bardzo się chwali. Mięso – bardzo dobre. Majonez – jeden z lepszych jakich jadłem, na prawdę super. Generalnie – bardzo polecam.

    Deser: lody bekonowe. Tak wiem jak to brzmi. Ale stwierdziliśmy, że raz kozie śmierć. I nie żałowaliśmy. Czekaliśmy na to całe życie. Najlepsza rzecz jaką kiedykolwiek jadłem. Lody o smaku bekonu, z kawałkami bekonu w środku i do na górę karmelizowany w cukrze trzcinowym (+chyba miód) bekon. NIEBO W GĘBIE. Po prostu ambrozja. Dla samych tych lodów warto przez godzinę szukać miejsca do zaparkowania.

    Obiad na drugi dzień: długo pieczona łopatką wieprzowa z konfiturą z czerwonej cebuli w świętej chrupiącej bułce pan bagnat. Bardzo dobre, miękkie i soczyste mięso. Smak całej kanapki na 5+ :) do tego ogórki w sosiku bardzo smaczne. Na deser oczywiście lody bekonowe czyli sens wyjazdu do Warszawy :)

    Reasumując: POLECAMY BARDZO MOCNO i już planujemy powtórkę z rozrywki.

  • Indie w Katowicach – Hurry Curry

    15 listopada 2013

    Dziś pozostajemy dalej w tematyce kuchni azjatyckiej jednak pochodzącej z innego rejonu kontynentu. Mowa dziś będzie o kuchni indyjskiej a z nią o Hurry Curry. Restauracja ta znajduje się na ulicy Stanisława 1 w Katowicach.

    Co dobrego tam zamówiłem ? Na pierwszy ogień [mimo tego, że nie było aż tak ostre ;)] poszedł Butter chicken wrap – placek pszenny wypełniony kawałkami piersi kurczaka na średnio ostro i reliszem z ogórka, pomidora i czerwonej cebulki. Jak na przystawkę przystało najeść się nie najadłem ale nie powiem, że mi nie smakowało – odpowiednio doprawiona kura w środku i warzywa bardzo dobrze się ze sobą komponowały co można było zauważyć po szybkim opróżnieniu talerza. Do „tortilli” podany miał być jeszcze niby sos raita jednak mi to bardziej smakowało na lekko doprawiony jogurt naturalny. No cóż … a mogło smakować dzięki temu jeszcze lepiej. Cena wrapa: 13 zł.

    Zaraz po przystawce skusiłem się na jeden z zestawów curry + ryż. Wybór padł na Butter chickena w pełnej okazałości czyli pierś z kurczaka w sosie na bazie pomidorów, masła i śmietany z dodatkiem indyjskiej mieszanki świeżo prażonych przypraw. Do tego oczywiście odpowiednio ugotowany ryż basmati. Danie w potrawie oznaczone jako średnio-ostre – poznałem dzięki temu próg możliwości jeśli chodzi o ostrość w kuchni indyjskiej. Nie znaczyło to oczywiście tego, że nie było smaczne – smakowo trafiło w mój gust. Jedynie się napociłem przy jedzeniu ;)
    Cena zestawu: 16zł.

    Jak mogę podsumować to miejsce ? Zjadłem, było smaczne tylko nie wiem czy na tyle sycące, żebym mógł przyjść i zamówić jedno danie. Stosunek ceny do jakości jedzenia wypada zadowalająco jeśli chodzi o kuchnię indyjską [w sumie znam tylko 2 takie restauracje w Katowicach].
    Jeśli nie straszne Ci mocno lecz smacznie przyprawione dania – jest to zdecydowanie miejsce dla Ciebie. Koniec i kropka, o!

  • Japonia na salony! Imbir i Ryż

    13 listopada 2013

    Czy są na sali miłośnicy japońskiej kuchni ? Jeśli tak to … czytajcie ;)

    Jako naczelny jadacz sushi we wszelakiej postaci postanowiłem się ostatnio wybrać do jednej z nowych restauracji, która podaje wcześniej wymieniony smakołyk. Imbir i Ryż, bo o niej mowa, znajduje się na ulicy Plebiscytowej 22 – lokal znany z tego, że dawniej rezydował tam Mad Mick. Lokal mały o bardzo estetycznym i minimalistycznym designie. Jednak nie o tym ma być tu mowa.

    Pora obiadowa zmusiła mnie do zjedzenia czegoś więcej niż samo sushi. Moim pierwszym daniem była zupa – japoński rosół z makaronem udon oraz warzywami i kurczakiem w tempurze. Potrawa okazała się bardzo syta i dzięki niej dowiedziałem się jak trudno jest jeść zawartość zupy pałeczkami [fajtłapa ze mnie i tyle ;)]. Cena zupy to 12 zł – moim zdaniem warta swojej ceny.

    Drugim daniem miał być set 4 a w nim:
    – 12 x maki z łososiem
    – 6 x maki z tuńczykiem
    – 6 x hosomaki z ogórkiem
    – 8 x uramaki klasyczne [paluszek krabowy, awokado i serek filadelfia]
    Ryżu w kawałkach była odpowiednia ilość. Sam ryż zaprawiony tak aby nie dominował nad innymi składnikami. Ryby oraz innych składników w makach nie brakowało – nikt nic nie poskąpił. Jednak ogólnie mówiąc – brakowało mi tu czegoś żeby to sushi mógłbym uznać za wyjątkowe. Za set należy zapłacić 65 zł – wydaje mi się to odpowiednią ceną za jakość jaką dostajemy.

    Ogólnie byłem bardzo pozytywnie zaskoczony, że do zamówienia gratis była dołączona przystawka w postaci tamago – japońskiego omletu – którego może było mało ale był bardzo smaczny.

    Jak mogę podsumować restaurację ? W Katowicach jest wiele tego typu restauracji jednak powalają one ceną lub jakością sushi. Jeśli jesteście nowi w temacie i/lub nie chcecie za wiele wydać – to miejsce jest skierowane dla Was.

    Ja niestety jestem na tyle wybredny, że po dobry kawałek maka wybrałbym się do Londynu ;)

  • Przejazdem w Warszawie – Barn Burger

    4 listopada 2013

    W ramach wojaży około świątecznych postanowiłem się wybrać na poszukiwania dobrych burgerów w Warszawie. Nakierowany opiniami znajomych moja osoba pojawiła się w Barn Burger, która knajpa to znajduje się na ulicy Złotej 9 w samym centrum Warszawy.

    Wybór dość spory z różnymi nazwami, które ni jak nie miały jednak wspólnej konwencji i prostego przekazu przez co spędziłem chyba 10 min zanim doczytałem co każdy burger zawiera. Plus za to taki, że naprawdę jest duża różnorodność wśród składników w środku. Mój wybór padł na burgera o wdzięcznej nazwie Dirty Harry [cena 26zł] a w nim:
    – 200g wołowiny [średnio wysmażonej czyli najlepszy jak dla mnie]
    – warzywa
    – ser
    – remoulada [tzw sos duński]
    – bekon
    – krążki cebulowe

    Do zestawu dołączone były frytki [grubo krojone i bardzo smaczne], sałatka Coleslaw, sos Barbecue oraz salsa, która tylko w założeniu była pikantna. Generalnie sosy mnie nic a nic nie urzekły [nie licząc oczywiście remoulady w burgerze, która była bardzo pyszna] a sałatka Coleslaw już chyba z przyzwyczajenia jest przeze mnie pomijana.

    Bułka, w której znajdowało się 200g dobrej jakości mięsa, jest własnej produkcji i urzekła mnie smakiem. W znaczący sposób odróżniała się od wszystkich do tej pory bułek jakie miałem okazje smakować w burgerowniach. Może pomijając bułki w Burger House, gdzie miałem do wyboru razową wersję bułki. Co do samego mięsa i reszty dodatków nie mam nic do zarzucenia. Po zjedzeniu całości byłem bardzo ukontentowany doznaniowo – no może poza sosami w dodatkach i coleslawem.

    Podsumowując – w Barn Burger można bardzo dobrze zjeść i sam pewnie przy okazji podróży tam wstąpię nie jeden raz …. aczkolwiek to nie znaczy, że nie poszperam jeszcze za podobnymi tego typu knajpami w Warszawie ;)

  • Służbowo do Szczyrku – wizyta w Green Pub

    28 października 2013

    Podróże służbowe to świetna okazja do zjedzenia czegoś nowego gdziekolwiek byśmy się wybierali. W ten weekend dane mi było pojechać na konferencję do Szczyrku a tam odwiedzić Green Pub – niebagatelną knajpę z dość dużym miszmaszem kulinarnym [oferują tam dania z kuchni polskiej, greckiej, włoskiej i meksykańskiej]. Mój wybór padł na kuchnię meksykańską a że byłem jeszcze bardzo głodny to oczywiście dwudaniowy obiad musiał być.

    Na pierwszy rzut padła Sopa de Albondigas – zupa warzywna z papryczkami chilli i mięsnymi pulpecikami a całość zaprawiona gęstą śmietaną. Zupa była bardzo smaczna – została odpowiednio doprawiona a śmietana dodawała uroku tej zupce. Była też bardzo syta mimo tego, że wspomnianych pulpecików w moim daniu naliczyłem [aż?] 2. Cena samej zupy – 7,90pln.

    Na drugie danie uwidziałem sobie Burrito Chorizo – czyli po prostu Burrito z dodatkową kiełbasą chorizo podawane w zestawie z frytkami, gęstą śmietaną oraz sałatką meksykańską. Początkowo przeraziłem się ostrością podanego dania – w menu przy tej pozycji widniały 2 papryczki co mogło oznaczać, że będzie piekło. Jednak nic z tych rzeczy – obyło się bez dodatkowego napoju ;) Co do samej tortilli i jej „wnętrzności” to mięsko i to wołowe, i chorizo były bardzo dobrej jakości – zajadałem ze smakiem aż do pustego talerza. Całość z sałatką oraz śmietaną bardzo dobrze się komponowały. Jedyne do czego mógłbym się przyczepić to jakość frytek – mogłyby być lepsze aczkolwiek nie było aż takiej tragedii. Cena takiego zestawu – 24,90pln.

    Podsumowując – jeśli traficie kiedyś do Szczyrku i zastanowicie się czy zjeść coś bardziej lokalnego [w końcu to miejscowość górska] czy coś co po prostu lubicie – jak dla mnie wybór jest prosty. Gorąco polecam to miejsce!

  • Moja przygoda z burgerami – Mad Mick

    24 października 2013

    Dzisiaj wybrałem się do jakże to często przeze mnie uczęszczanego miejsca od którego w sumie zaczęła się moja przygoda z burgerami – MAD MICKa.

    W związku z pojawieniem się nowego menu celowałem w nowego burgera – MadMickUltimate. W jego skład wchodzi:
    -wołowina 200g
    -taco(wieprzowina 100g w ostrym pomidorowym sosie)
    -bekon
    -podwójny ser
    -nachos
    -jalapeno
    -cebula

    Jeśli ktoś tu jeszcze nie był to oczywiście do burgera są frytki + 6 sosów [barbecue, majonez, słodko-ostry, pomidorowy, czosnkowy i musztarda], których mamy nieograniczoną ilość.

    Jak wrażenia smakowe ? Burger jak najbardziej syty – coś pomiędzy małym a dużym burgerem. Ostrość na idealnym poziomie – ani za ostre ani za słabe.Co do jakości mięsa nie będę się wypowiadał bo według mojego skromnego zdania MadMick nie ma sobie równych na południu Polski. Podsumowując burger na bardzo przyzwoitym poziomie, który zajmuje miejsce w ulubionej trójce wypierając zwykłego MadMickBurgera na 4te miejsce [pozostałe dwa to Goat Burger i English Burger]

    Tak więc kto nie był tutaj – zapraszam – wybór tu jest duży i każdy znajdzie coś dla siebie. Stałych bywalców chyba zapraszać nie muszę, co nie ? ;)