Pojedzone w locie

Dziś wpis dość nietypowy, bo poświęcony kuchni samolotowej. Odległość 10 000 km, którą musiałam pokonać, aby dostać się do Ameryki Centralnej wiązała się z podróżą różnymi liniami lotniczymi.

Zdecydowanie większą część lotu (Warszawa -> Amsterdam -> Panama i powrót) spędziłam z liniami KLM.

Lot 02Lot 03Lot 04

Snack na krótszej trasie składał się z kanapki (w obu wypadkach ze szczęśliwych holenderskich kurczaków, w pierwszej odsłonie z dodatkiem rozmarynu) i ciastka z karmelem. Trzeba przyznać, że kanapki były całkiem syte i niezgorsze w smaku. Ciasteczka od razu przypadły mi do gustu i mogę tylko żałować, że nie zdążyłam się w nie zaopatrzyć na lotnisku przy powrocie do Polski.

Lot 05Lot 06

Lot 07Lot 08

Dziesięciogodzinny lot z Amsterdamu do Panamy nie mógł się obyć bez poważniejszych dań. Na dobry początek orzeszki z wybranym napojem. Tu liczyłam na inne piwo, ale Heinekena też wymęczyłam. Pierwszy obiad składał się (do wyboru) z pasty lub kurczaka z ryżem. Jak widać, postawiłam na kurczaka. Bądźmy szczerzy, ciężko mówić przy kuchni w samolocie o jakiejkolwiek wybitności smakowej, ale jedzenie było ok. Bez szału, ale smaczne. Kurczak w lekko słodkawym sosie, na szczęście nie siadający na żołądku. Do tego sałatka, która nijak nie zapadła mi w pamięć i na deser bita śmietana z (chyba) porzeczkami. Ciężko stwierdzić z jakim owocem miałam do czynienia biorąc pod uwagę ich jedynie “marmoladowy” posmak :) Drugi obiad po włosku, pizza, caprese i tiramisu. Pizza niezła, caprese nijakie i bardzo słodkie tiramisu. Jako ostatni snack dostaliśmy lody karmelowe.

W ogólnym rozrachunku nieźle, syto i, co najważniejsze, bez bólu brzucha.

Lot 09

Lot z Panama City do San Jose w Kostaryce obsługiwała linia Copa Airlines. Jak widać kolacja w postaci sałatki, salami, szynki i kawałka pomidora. Smakowo bardzo słabo, ale po długim locie i kilkugodzinnym oczekiwaniu na lotnisku było mi już wszystko jedno.

W ten sposób doleciałam do Kostaryki, gdzie spędziłam kolejne trzy tygodnie i gdzie mogłam spróbować wielu nowych rzeczy – o czym w innym wpisie już wkrótce.

Lot 10Lot 11

Czas na powrót do domu. Tym razem trasę San Jose -> Panama City obsługiwała linia Avianca. Otrzymaliśmy sandwicha z szynką i serem oraz ciastko red velvet. O dziwo, tym razem amerykańska linia nie zawiodła i posiłek był naprawdę smaczny. Szkoda tylko, że kanapeczka taka malutka ;)

Lot 12Lot 13

Długi lot z linią KLM zaczął się znów od wyboru pomiędzy pastą a kurczakiem. Tym razem wybrałam makaron. Pióra w sosie niby-bolońskim z zawrotną zawartością dwóch klopsów, całkiem smaczne. Dodatkowo sałatka kartoflana (obrzydlistwo) i ciasto z galaretką ananasową (znowu cukrzyca instant). Na śniadanie już wyboru nie było. Wszyscy dostali omlet podlany ketchupem z wytworem pseudo-parówkowym. Omlet dobry, niestety parówki nas męczyły przez resztę podróży. Poza tym dostaliśmy (stosunkowo) świeże kawałki ananasa i arbuza, a także drożdzówkę z marmoladą. Trzeba to przyznać KLM, cukru w wypiekach nie szczędzą.

W ogólnym rozrachunku nie było źle, bo dania były stosunkowo lekkie, ale przy tym wystarczająco syte.

Jestem ciekawa jakie są wasze przygody z jedzeniem w liniach lotniczych, zapraszam do dzielenia się swoimi spostrzeżeniami . Mnie do tej pory wzdryga wspomnienie potraw w Fly Emirates, które obsługiwały mój lot do Japonii kilka lat temu :)

 

P.S.: Pozdrawiam Szanownego Pana Doktora, który musiał się ze mną męczyć przez 10 godzin lotu do Panamy i rozmawiać o jedzeniu wszelakim.