Restauracja Riba Riba [Gliwice] – Restaurant Week

Cieszy mnie, jak podczas festiwalu pojawiają się miejsca polecane przez znajomych od dawna. Wiadomo, czasu obskoczyć wszystkiego nie da rady, ale taki Restaurant Week to dodatkowa motywacja, aby w końcu gdzieś się wybrać. Tak znalazłem się w Restauracji Riba Riba, znajdującej się przy ulicy Grodowej 5.

Do lokalu udałem się wraz z Damianem, który towarzyszył mi podczas zeszłorocznej wizyty w moodro restaurant. Riba Riba znajduje się w bramie z dużym, współdzielonym ogródkiem z Dobrym Zbeerem, a co już na starcie wyróżnia lokal to brak jakichkolwiek zapachów wychodzących z kuchni. Wielu właśnie to może odrzucać przy miejscach, które menu mają oparte głównie o ryby. W środku natomiast 2 sale z kilkoma stolikami każda. Zaraz na wstępie wita nas przemiła obsługa i już niedługo po tym zaczynamy naszą przygodę…

Przystawki

Na start przypadło mi raviolo / langusta / łosoś / ricotta / świeże zioła / sos pomidorowy / szpinakowy veloute*. Pierwszy kęs i już wiem, że danie podbiło mój żołądek. Ciasto w pierożku było al dente, idealne dla moich smaków. Nadzienie przyprawiło mnie o zachwyt, ponieważ zarówno langusta, jak i łosoś znakomicie razem się komponowały, na co nigdy bym nie wpadł. Ponadto charakteru tej potrawie dodało jeszcze połączenie sosu pomidorowego, oraz szpinakowego veloute. Serio, dawno nic nie wywarło na mnie takiego wrażenia, a to jeszcze nie był koniec tej kolacji.

Z drugiego menu w ramach przystawki podana była zupa szczawiowa / wątróbka z królika / emulsja z ziemniaka / creme fraiche / jajko poszetowe**. Zdecydowanie różniło się to od klasycznej odsłony jaką jadłem w moim domu rodzinnym. Tutaj było więcej elegancji i smak szczawiu nie dominował nad całością. Sam bulion był dość esencjonalny, a zarazem delikatny. Wątróbka z królika natomiast była na tyle delikatna i myślę, że każdy zjadłby ją z wielkim smakiem. Całość uzupełniało puree z ziemniaka wraz z jajkiem, przez co danie w porównaniu do raviolo było bardziej sycące. W konfrontacji ciężko by było wyłonić jednak zwycięzcę, bo obie potrawy były na wysokim poziomie!

Dania główne

Entree za nami i przyszedł czas na konkrety. Zacząłem od dania, w którym Riba Riba powinna być najlepsza. Sielawa confit / nowalijki / fasola / ziemniak / małże wenus / bulion warzywny / oliwa lubczykowa. Ryba do tej pory mi nieznana okazała się bardzo dobra w smaku. Bulion w jakim pływała był słony, ale miał on tylko dodawać aromatu do naszej sielawy. To również mój pierwszy kontakt z małżami i muszę przyznać, że smakowały rewelacyjnie. Minusem tego dania była jednak bardzo ważna rzecz… Duża ilość ości w rybie co nie każdemu może przypaść do gustu, bo jednak trzeba trochę się przy tym pomęczyć. Nie mniej jednak smak jest tu kluczowy, a pomijając moje preferencje, danie było smaczne!

Ryba, rybą, ale to co zostało podane jako kolejne drugie danie przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Daniel / kiszona rzodkiewka / szparagi / puree z kalafiora z palonym masłem / liście botwiny. Danie bardzo ładnie się prezentowało od samego początku (czego może nie być widać na zdjęciu), ale dopiero po spróbowaniu można było je ocenić w pełni. Mięso daniela było soczyste, delikatne, a razem z sosem okazał się istną poezją smaków! Rewelacyjną rolę odegrały tu różnego rodzaju dodatki. Począwszy od kiszonej rzodkiewki, poprzez szparagi, skończywszy na puree z kalafiora zrobionego na palonym maśle. Danie bardzo przemyślane i zdecydowanie najsmaczniejsza pozycja tego wieczoru. Mam nadzieję, że danie trafi do karty sezonowej, bo chciałbym wrócić do tego smaku. Od dziś wypatruję tego cierpliwie!

Desery

Podczas wielu wizyt na Restaurant Week desery albo ratowały całość menu, albo wręcz przeciwnie, bo wypadały bardzo słabo w porównaniu do reszty. Tutaj “słodka” część festiwalowa nie odstawała jakością od reszty dań. Najpierw skosztowałem ciasta rabarbar / truskawki / kruche ciasto / creme patissiere / włoska beza / żel pomarańczowy. Czuć było orzeźwiający smak rabarbaru, który po takiej uczcie pasował idealnie. Zjadłem ciasto z wielkim smakiem, a na talerzu nie zostało nic, takie było pyszne!

Równie dobre, ale nie bijące na głowę poprzedniego ciasta, danie znalazło się po przeciwnej stronie stolika. Tapioka / kokos / agrest / lody imbirowe / owoc w karmelu / kruszonka podany w szkle miał w sobie coś równie smacznego. Tutaj klimaty jednak były bardziej delikatne i kremowe. Lekką nutę orzeźwienia można było wyczuć w postaci kiwi, ale zdecydowanie bardziej przemawiał do mnie rabarbar. W wielkim skrócie było smacznie.

Riba Riba ze świetną obsługą

Lokal ma bardzo przyjazny klimat. Co na pewno zasługuje na pochwałę to obsługa. Nasz kelner od początku do końca zajmował się nami należycie, a do każdego daniu przyniesionego przez niego do stolika była dołączana niesamowita historia. Dowiedzieliśmy się jak powstawało, co było inspiracją dla tych potraw oraz jakie smaki towarzyszyć nam będą przy jedzeniu. Nigdy nie byłem wcześniej tak obsłużony, a to miejsce zasługuje na same pochwały. W szczególności, że jedzenie jakie nam wtedy zaserwowano było na najwyższym poziomie!

* veloute – aksamitny sos
** jajko poszetowe – jajko w koszulce

Adres: ul. Grodowa 5, Gliwice
FB: https://www.facebook.com/restauracjaribariba