Riba Riba raz jeszcze! (Gliwice) – Restaurant Week

Są knajpy, do których wraca się często, a są też takie, do których nie zawsze jest po drodze. Jednak festiwal, jakim jest Restaurant Week, motywuje, aby poza odkrywaniem nowych lokali dobrze zjeść w tych, które się zna. Takim sposobem wróciłem – w trochę innym składzie – do restauracji Riba Riba, o której już mogliście przeczytać przy okazji poprzedniej edycji.

W lokalu od mojej wizyty dużo się nie zmieniło, zresztą trudno byłoby mi to zauważyć po jednej do tej pory wizycie. Co najważniejsze, chciałem tam zabrać Patrycję, aby zrozumiała, czym się tak zachwycałem podczas poprzedniej edycji. Oczywiście menu festiwalowe było inne, ale kolejny raz smaczne!

Przystawki

Naszą kolację rozpoczęliśmy od raviolo z konfitowaną kaczką, z kasztanami jadalnymi, crème fraîche, purée z topinamburu, żelem jeżynowym i olejem z pestek dyni. Tu chyba po raz pierwszy byliśmy w 100% zgodni. Przystawka była bardzo smaczna – czuć było balans we wszystkich składnikach, jakie znalazły się na talerzu. Jedyne zdziwienie to fakt, że podane było na zimno, ale w żaden sposób nie przeszkadzało to w konsumpcji. Miłośnicy ciasta makaronowego będą zachwyceni!

Druga przystawka, jaką dane było nam zjeść, to grzybowe consomme z żółtkiem, konfitowanym pomidorkiem koktajlowym, dyniowym gnocchi oraz sezonowym grzybem. Bulion był bardzo wyraźny, przez co mógł się wydawać też ciężki. Żółtko dodawało tutaj ciekawego smaku, a gnocchi było dobrze zrobione, ale mało wyraźne, więc gubiło się w tym aromatycznym wywarze. Ogólnie bardzo ciekawe danie, totalnie inne od consomme, jakie jadłem w innych knajpach. Warte spróbowania!

Wynik w przystawkach: 2:0
Byłem rozdarty między przystawkami, ale jeśli miałbym wybrać jedną, to byłoby to raviolo. Tak więc 2 pkt na rzecz menu nr 1!

Dania główne

Pierwsze menu w ramach dania głównego zawierało policzki z sandacza, puree z pasternaku, listki brukselki, palony kalafior, sezonowy grzyb, dynię oraz sos żurawinowy. W odróżnieniu od sielawy jaka była zaserwowany w poprzednim roku, to danie było zdecydowanie bardziej przyjazne do jedzenia. Brak problemów z ośćmi został jednak zastąpiony przez… łuski. Na szczęście było ich tylko parę sztuk, ale… Co do samego dania jednak, to poza wspomnianym wcześniej minusem wszystko ze sobą współgrało. Ryba, która znalazła się na talerzu była delikatna i po prostu rozpływała się w ustach. Duży plus za kawałki “na ząb”! Wszystkie dodatki były smaczne i nawet ja na nic nie marudziłem (a nie lubię kalafiora).

Drugim daniem głównym był karczek z dzika, skorzonera, purée z buraka, jarmuż, listki cebuli oraz sos demi glace aromatyzowany grzybami i tymiankiem. Był to smaczny kawał mięcha, a w przypadku Patrycji – jej „dzikowy” debiut. Po zjedzeniu stwierdziła, że taką dziczyznę z wielką chęcią zjadłaby jeszcze raz! Purée z buraka robiło za idealne tło dla mięsa, więc w połączeniu smakowało to wyśmienicie. Dla mnie było trochę przy suche, ale wszelkie dodatki rekompensowały ten minus. Zdecydowanie dziczyzna z poprzedniej edycji smakowała mi bardziej!

Wynik w daniach głównych: 2:0
Tutaj jednogłośnie: ryba przekonała nas bardziej, chociaż dzik też był niczego sobie!

Desery

W odróżnieniu od innych knajp, które odwiedziliśmy podczas tej edycji, tutaj podane były dwa różne desery. Pierwszy z nich to czekoladowe tuile, kawowy biszkopt, mus śliwkowy z cynamonem, galaretka jabłkowa oraz sos aroniowy. Ani mnie, ani Patrycji nie porwał ten deser… Taki trochę bez mocniejszego charakteru moim zdaniem. Zjadłem, ale nie byłem nim zachwycony ani trochę.

Inaczej jednak wygląda sprawa z ciastkiem cygaretkowym w akompaniamencie musu z białej czekolady, owoców, orzechowej jadalnej ziemi i lodami z czarnego bzu. Jagody, maliny i mus to klasyczne połączenie udanego deseru. Jedynie samo ciastko było troszkę bez wyrazu… Warto jednak spróbować samemu, jeśli nadarzy się okazja!

Wynik w deserach: 0:2
Ciastko cygaretkowe mimo minusów jest o wiele smaczniejszą pozycją na finisz niż czekoladowy tuile. Pierwsze punkty dla drugiego menu!

Riba Riba, czyli udany festiwalowy powrót

Kolejny raz przekonałem się, że w restauracji Riba Riba karmią smacznie, aż chce się tam wracać. Chcemy koniecznie odwiedzić ten lokal w lecie, bez festiwalu, aby skorzystać z ogródka i móc rozkoszować się smakami na świeżym powietrzu. Ponownie – jak przy zeszłej edycji festiwalu – polecam Wam się tam wybrać, jednak nie wiem, czy podczas Restaurant Week jeszcze zdążycie… Ale przecież poza takimi wydarzeniami też warto, co nie? ;)

Wynik ogólny: 4:2
Wygrywa menu nr 1

Adres: ul. Grodowa 5, Gliwice
FB: https://www.facebook.com/restauracjaribariba


Zdjęcie pochodzą z fanpage’a Restauracji Riba Riba.