Renesans południa – Spiżarnia Bistro [Katowice]

Południe Katowic rządzi się własnymi prawami i głównym jedzeniem jakie do tej pory można było tam zamówić to pizze i kebaby. Jednakże od niedawna zauważyłem, iż pojawiają się też godne miejsca do zjedzenia normalnego posiłku. Przejeżdżając codziennie koło takiego jednego miejsca w końcu się skusiłem. Tak trafiłem do Spiżarnia Bistro, znajdującego się przy ulicy Jankego 73.

Wizyta pierwsza

Lokal jak na południowe standardy już przy pierwszej wizycie nie świecił pustkami, ale dalej udało się zdobyć miejsce bez rezerwacji (ufff). W bistro jest dość przestronnie i całkiem przyjemnie. Jeśli chodzi zaś o menu, nie jest aż tak obszerne, za to ma wkładkę z sezonowymi potrawami – na dany okres zupa, dwa drugie dania i deser. Za takie zagranie, lokal dostaje już pierwszego plusa – nie lubię wiecznie stałego menu, a taka wkładka daje radę.

Spiżarnia Bistro - Krem z pomidorów

Podczas pierwszych odwiedzin zadecydowałem, że wezmę zupę z podstawowego menu oraz jedno z drugich dań z wkładki. Krem z pomidorów trochę mnie zaskoczył… Rozumiem śmietanę w zupie, ale dodatkowo bita śmietana? Tak właściwie… było to bardzo dobre zagranie – bita śmietana własnej roboty pasowała tam idealnie. Sam krem był bardzo dobry w smaku – odpowiednio przyprawiony i syty. Cena takiej zupy też przystępna – 11 PLN moi mili.

Spiżarnia Bistro - Stek 2

Drugie danie z pierwszej iteracji to już strzał z grubej rury. Zamówiłem sobie stek z polędwicy wołowej ze szparagami aromatyzowanymi masłem ziołowym i młodymi ziemniakami. Moja miłość do szparagów była tak wielka, że nie mogłem zamówić niczego innego. Wcale tego nie żałuję, bo danie było bardzo smaczne. Ładnie podane, szparagi w sam raz do schrupania. Jedyny minus to brak pytania o stopień wysmażenia tego typu mięsa, ale to możliwe, że jestem trochę spaczony przez inne lokale serwujące na co dzień takie steki. Ten był well-done, o ile dla mnie jest to akceptowalne, to dla innych osób mogłoby być srogim minusem. Ogólnie cenowo to danie wyniosło mnie 39 PLN. Po tym już musiałem spasować, bo byłem fest najedzony!

Wizyta druga

Kolejne moje najście nadeszło już po majówce. Tego dnia skusiłem się na dwa dania z wkładki. Drugie danie i deser, by zaspokoić mój głód na cukier. Głównym bohaterem tego wieczoru był dorsz, a dokładniej polędwiczka z niego zapiekana z serem gorgonzola, duszonym szpinakiem z czosnkiem i kluseczkami gnocchi. Jak mawia stare chińskie przysłowie – dobra ryba jest dobra, gdy jest dobra – i tak było w moim przypadku. Mimo iż przysłowie jest całkowicie zmyślone na poczekaniu, tak ryba na moim talerzu była bardzo delikatna, a reszta składników pasowała smakowo idealnie. Może poza przystrojeniem z ogórka, papryki i pomidora, bo totalnie mi to tutaj nie pasowało i wyglądowo, i smakowo. Ku mojemu zaskoczeniu, tu również pojawiły się szparagi (yay!) i były tak samo dobre jak ostatnio (yay x 2!). Nic tylko jeść! Cena za dorsza i jej wesołą gromadę – 32 PLN.

Spiżarnia Bistro - Dorsz Dorsz

Najlepsza jednak część tego wieczoru to brownie – podane na ciepło z lodami i bitą śmietaną. Byłem bardzo ukontentowany tymże deserem, a i samo danie na talerzu wyglądało bardzo ładnie. Szkoda było jeść, ale co zrobić – głód trzeba było zaspokoić. Brownie w takiej formie kosztowało 15 PLN.

Spiżarnia Bistro - Brownie na ciepło z lodami

Kolejny wpis na blogu udowadnia tezę, jakoby południe Katowic rozwijało się kulinarnie. Z racji mojego miejsca zamieszkania jest to dla mnie bardzo pozytywne zjawisko. Czy Spiżarnia Bistro jest w stanie zaspokoić mój głód? Zdecydowanie tak. Jest smacznie, jest konkretnie, a parę zauważonych przeze mnie niedociągnięć aż tak nie przeszkadza w konsumpcji. Tak trzymać – liczę na kolejne ciekawe wkładki!