Nie tylko piwem – Upojeni

Nie zawsze wychodzi się na miasto z zamiarem jedzenia. Czasem powodem może być prozaiczna ochota spotkania się ze znajomymi przy dobrym piwie. Jednak wraz z ilością czasu spędzonego w lokalu (a raczej ilością wypitego piwa) wzrasta chęć jedzenia. Czy zawsze musi to być chamski kebs/zapiekanka/cokolwiek? Odpowiedzią na zadane przeze mnie pytanie może być otwarty całkiem niedawno temu multitap Upojeni, znajdujący się w bramie przy ul. Św Jana 10.

Pierwsze koty za płoty

Może nie była to jedna z najdłuższych wizyt, ale miała na celu zaznajomienie się z menu i ogólnie samą miejscówką. Jest tam dość przestronnie, lokal jest dwupiętrowy z jednym barem na dole. W swojej ofercie ma szeroki wachlarz piw z nalewaków, piw butelkowych, oraz oczywiście jedzenie: tapas, burgery, pizze i desery. Ponadto po czasie wprowadzili do swojego repertuaru zestawy lunchowe, niestety do tej pory nie udało mi się na nie załapać (są serwowane w godzinach 12-16).

Upojeni - Crocquettes

Nie byłem wtedy głodny, ale głupio by było tak tylko wejść i zaraz wyjść. Zamówiłem więc crocquettes, czyli hiszpańskie krokiety z serem cheddar i szynką parmeńską w akompaniamencie sosu aioli (pochodna czosnkowego). W moment po spróbowaniu ocknąłem się – przecież ja coś takiego kiedyś robiłem i znałem ten smak. Chrupkie z zewnątrz, w środku bajecznie gęste nadzienie. To było to, to mi smakowało. Do piwa było jak znalazł!

Zjedzmy coś konkretniejszego

Minęło trochę czasu i wybrałem się tu ponownie, tym razem z zamiarem zjedzenia obiadu. Pizzy nie chciałem, jadłem już parę w tamtym tygodniu. Dania szefa kuchni? Może nie tym razem. W Internecie ludzie chwalili burgery, a ja w sumie dawno burgera nie jadłem. Padło na farm burgera, który poza soczystym kawałkiem wołowiny (średnio wysmażony jak chciałem!) skrywał w bułce jajko sadzone, ser lazur, szpinak i rukolę. Dodatkiem do dania były frytki i sos majonezowy, którego dokładnego smaku nie byłem w stanie rozpoznać, ale był pycha. Sama bułka odpowiedniej wielkości, smaczna, przypieczona jak należy i nie rozpadająca się w trakcie jedzenia, czyli w sumie wszystko czego wymagam od buły skrywającej resztę dobroci. Mięso poza odpowiednim stopniem wysmażenia prezentowało się całkiem nieźle, a w połączeniu z resztą składników stanowiło dobrą całość. Rzeczą do której mogę się przyczepić i zwróciłem na to od razu uwagę to frytki, które niestety były przesiąknięte tłuszczem przez co zjadłem parę i podziękowałem. Smutek ogarnął moje serce, bo było do tej pory bardzo dobrze… Frytki niesmaku, o! Całe danie w związku z tym oceniłbym na szkolne 4+, ale wierzę że frytki uda się poprawić.

Upojeni - Farm Burger

Posiedzenie z piwem i tapas

Skoro multitap, to pomyślałem że najlepszym pomysłem będzie przyjść do tego miejsca jako ktoś z grupy docelowej. Chce się napić piwa i coś do tego zjeść – takie było motto wypadu. Akurat z tym wyzwaniem pomogła mi moja znajoma Agnieszka, co by nikt smutno sam nie siedział i można było lepiej poczuć klimat tego miejsca. Lokal tego dnia był prawie całkowicie oblegany, więc cieszę się że zajęliśmy miejsce wcześniej!

Pierwsza z przystawek jaką wybraliśmy to kurczak satay (3 małe szaszłyki) podane z warzywną sałatką (rzodkiewka, ogórek, cebula) na maśle orzechowym. O ile kurczak był w porządku (choć mógłby być trochę pikantniejszy jak na to danie), tak sałatka mimo wyraźnych w smaku warzywach razem z komplecie z masłem orzechowym były i tak delikatnie mdłe. Może jakby masło było posolone byłoby lepiej? Nie wiem.

Upojeni - Satay

W międzyczasie mieliśmy jeszcze do spałaszowania kozi ser z malinowym vinegret, zapiekany w cieście filo z ziarnami słonecznika i pomidorami koktajlowymi. Agnieszka była zachwycona smakiem, ja trochę mniej. Ciasto spoko, vinegret mistrz. Ogólnie danie było w porządku, tylko ja nie toleruje dużej ilości koziego sera ;)

Upojeni - Kozi ser

Po długich pogaduchach było to jednak dla nas za mało. Kolejne zamówienie i na stole wylądowały u nas 2 następne przystawki z karty. Arancini arabiata, czyli włoskie kuleczki ryżowe z ragout mięsnym w towarzystwie sosu arabiata. Porcja w stosunku do ceny bardzo korzystna – można się było nimi nieźle najeść. Smaczne, a z sosem jeszcze lepsze!

Upojeni - Arancini Arabiata

Ostatnia szama jaka wjechała wtedy na nasz stół to montaditos, czyli grzanki z chorizo, wątróbką drobiową i pietruszką. Wątróbka… obawiałem się, że będzie źle przygotowana, jednak pierwszy kęs od razu rozwiał moje wątpliwości. Była wysmażona idealnie, mięciutka, nie było mowy, aby była sucha. Po prostu petarda! Do tego jeszcze świetne chorizo, mmmm! Grzankom brakowało tutaj jednak jeszcze jakiegoś sosu albo przynajmniej dodatku w postaci oliwy, to by było coś! Stwierdzam, że była to najlepsza przekąska tego wieczoru!

Upojeni - Montaditos

Upojeni – słowem podsumowania

Upojeni weszli na katowicki rynek gastronomiczny z przytupem. Nie dość, że oferta piwa wygląda bardzo dobrze, tak również menu części gastro jest niczego sobie. Owszem – są dania gorsze i słabsze, ale dalej są one na wysokim poziomie. Szczerze mogę polecić każdemu, czy to osobom które po prostu chcą zjeść, czy tym którzy wybierają się ze znajomymi na dłuższe posiedzenie przy piwie.

PS. Muszę chyba w końcu zainwestować w lepszy aparat :(

Lokalizacja: Św. Jana 10 (w Bramie), Katowice
FB: https://www.facebook.com/upojenimultitap/
Ceny:

  • Arancini Arabiata – 10 PLN
  • Kozi ser z vinegret malinowym – 17 PLN
  • Montaditos – 16 PLN
  • Crocquettes – 10 PLN
  • Kurczak Satay – 16 PLN
  • Farm Burger – 20 PLN
  • Dominika Kowalczyk

    Znalazłam się tam w sobotę, aczkolwiek najedzona po Rynku Smaków nawet nie zwróciłam uwagi na jedzenie. Arancini i crocquettes sprawiły, że mam ochotę polizać monitor :D Następnym razem spróbuję ich koniecznie. A do tego odkryte właśnie tam, moje nowe ulubione piwo-wiśniowy i słodziutki Kriek :)

    • Przez weekend kiedy jest Rynek Smaków to do innych knajp z jedzeniem nie ma co iść! :D