Weekend w Parku Śląskim – Inwazja Foodtrucków

Dawno nie pisałem nic na temat nowości truckowych, za to dziś chciałbym podzielić się z Wami dobrą nowiną. Podczas ostatniego weekendu objadłem się dużą ilością smacznych rzeczy! Wszystko to wydarzyło się podczas Inwazji Foodtrucków w Parku Śląskim. Pod względem pogody pierwsze dwa dni nie dopisały, ale za to niedziela… Chyba każdy, kto był, zauważył różnicę w ilości osób :) Mniejsza jednak o to – pogadajmy o jedzeniu.

Bruno Bagel

Czy marzyliście kiedyś o food trucku z bajglami? Niedawno ruszył i już podbija serca ludzi na zlotach. Poświęciłem im uwagę w piątek – chciałem spróbować co najmniej dwóch pozycji. Jedna z nich to Buddog Bagel wypełniony kolendrą, kurczakiem red curry, orzeszkami ziemnymi oraz majonezem limonkowym. Miłość od pierwszego kęsa i pozycja obowiązkowa dla wielbicieli azjatyckich kompozycji! Druga to Bloody Bagel w składzie z kaszanką, ogórkiem kiszonym, konfiturą z czerwonej cebuli oraz rukolą. Krupniok był tip-top! Nigdy nie powiedziałbym, że w połączeniu z konfiturą stworzy tak zawrotne połączenie. W obu bajglach było pyszne, zrobione jak należy pieczywo. Do tego w trucku możemy zamówić jeszcze pycha słodkości autorstwa ludzi z Petit :)

Curry On

Wozów z kuchnią tajską jest od groma, więc na ten też patrzyłem z wyrazem na twarzy mówiącym: „Znowu curry?”. Pozbyłem się jednak uprzedzeń, gdy spróbowałem ich wyrobów. W menu mają curry czerwone, zielone, żółte (kolejność od najostrzejszego). Do tego dobieramy kurczaka, wołowinę bądź tofu – i voilà! Każde curry podane jest w akompaniamencie ryżu jaśminowego w średniej wielkości misce. Ja na początek wybrałem żółte curry z kurczakiem, czyli opcję najsłabszą pod względem ostrości. Było delikatne i słodkie od użytego mleka kokosowego. Może aż za bardzo delikatnie, bo było bardzo poprawne, ale bez dużego zachwytu. Myślę, że przy ostrzejszych pozycjach dałoby się wyczuć o wiele więcej smaku, ponieważ baza wtedy jest bardziej zaawansowana. Następnym razem zacznę od koloru zielonego!

Wusztzkarry

Food truck znany i bardzo przeze mnie lubiany, o czym mogliście przeczytać w tej recenzji. Tym razem w komitywie z Danielem Wanke serwował Silesia KimCheese Box. W skład zestawu wchodziły frytki, kaszanka i kimchi, a całość była oblana sosem serowo-piwnym. Wiecie co? Nigdy z takim smakiem nie jadłem krupnioka! Gdybym ominął ten zestaw podczas ostatniego zlotu, to chyba bym się popłakał… Na szczęście tak się nie stało, a ja jestem bogatszy o dodatkowe kilogramy od smacznego przejedzenia!

Los Santos

Spotykam ich pierwszy raz w swojej karierze i już wiem, że miło będę wspominał ich jedzenie. Serwują kuchnię z całego świata: zjemy u nich np. koreańskie wrapy, tikkę masalę czy arabskiego falafela. Skusiłem się na brazylijską feijoadę, czyli gulasz z duszoną wołowiną na żeberkach wędzonych z czarną fasolą. Danie to podane było z ryżem, śmietaną, kolendrą oraz nachosami. Brzmi znajomo? Też mi się wydawało, że to ichniejszy odpowiednik chilli con carne – wprawdzie mniej ostry, ale równie bogaty w smak. Czekam, aż znowu pojawią się na Śląsku. Tym razem wezmę ich w większe obroty!

Azja w Bule

Burgery w stylu azjatyckim? Jestem na tak. Poznałem ich na zlocie w Zabrzu, zjadłem wtedy ich pyszne Angry Bulgogi. Teraz aby podtrzymać tę znajomość, skusiłem się na Wild Wasabi. Burger w składzie miał oczywiście kawałek soczystego wołowego kotleta, a do tego bekon, oshinko, marynowaną cebulę, rukolę, kolendrę, wasabi mayo oraz guacamole. Azja pełną parą (może poza tym guacamole), ale w smaku rewelacja. Takie burgery mógłbym jeść często i raczej by mi się nie przejadły. Całość utrzymana była w klimatach słodko-kwaśno-ostrych. Dołącza do listy ulubionych – zaraz po pozycji z bulgogami.

Przystanek Ogień i Dym

Dobra, kto po takim czasie nie skapnął się, że moją ulubioną kuchnią jest kuchnia azjatycka, to teraz jest najwyższy moment. O tym food trucku pisałem już przy okazji innych zlotów i tym razem poszedłem w smaki, które już znałem. Dla odświeżenia wpadło danie o nazwie Buta-Tatsu, czyli aromatyczna i ostro przyprawiona wieprzowina z ryżem, marchewką, cukinią, cebulą i równie ostrym sosem butajaki. Wydaje mi się, że od czasu, kiedy ostatni raz u nich jadłem, zaszło dużo zmian. Teraz smakowało o wiele lepiej niż za pierwszym razem, a jadłem już po dużej ilości innego jedzenia. Fanów ostrej kuchni to danie powinno wielce zainteresować.

Weekend mogę podsumować jako pyszny i owocny – mimo złej pogody. Poznałem parę nowych wozów, odświeżyłem kontakt z tymi, które już znałem. I tak jak możecie się domyślić – przejadłem się ;) A Wy co dobrego jedliście w weekend? Dajcie znać w komentarzach!

  • Rafał S.

    Jak na trzydniowy weekend to faktycznie obżarstwo pełną gębą… no, ale czego się nie robi z miłości dla jedzenia. Bardzo fajnie, że powstawaj nowe food-trucki, a nie tylko burgery w różnych odmianach. Bylem także i żałuje, że nie spróbowałem wszystkiego na co miałem ochotę, ale jeszcze będzie okazja, i pewnie pojawi się też większy wachlarz smaków.

    ps. Z niecierpliwością czekam na recenzję polskich raków czy byczych jąder – mam nadzieję, ze się kiedyś pojawi ;)