Żurownia [Katowice]

Mieszkam na Śląsku już od dłuższego czasu i tutejsza kuchnia zawsze mnie onieśmielała. Niewiele jednak było miejsc, w których na co dzień można było zjeść dobrą roladę czy bratkartofle (smażone ziemniaki). Co jednak powiedzielibyście na miejsce, które serwuje dania w klimacie śląskim, jednak dodaje jeszcze nutkę nowoczesności? Dzisiaj właśnie wpis o takim miejscu! Mowa o lokalu Żurownia, znajdującym się przy ul Ligonia 16 w Katowicach.

Pod tym samym adresem działał kiedyś Szynk OldFashioned, który serwował bardziej uroczyste dania jak rolady, sztygary i inne, które raczej trafiały do nas na obiad w domu. Żurownia podchodzi do tematu jednak trochę przewrotnie podając nam rarytasy czerpiące garściami z lokalnej kuchni, lecz w nietypowy, bardziej street foodowy sposób. Poza klasycznym żurem czy bratkartoflami, większość dań to nowość w gastronomii i postaram się właśnie te dania Wam przybliżyć.

Streetfoodowa rolada

Podczas mojej pierwszej wizyty było dość skromnie jeśli chodzi o ilość zjedzonego przeze mnie jedzenia. Wpadł klasyczny żur, robiony na zakwasie od mamy właściciela, którego szklankę wypiłem ze smakiem, chociaż tego dnia daniem głównym było coś zupełnie innego. Kulebele, czyli kluski śląskie faszerowane mięsem wołowym, z boczkiem, ogórkiem kiszonym, cebulą, polane sosem pieczeniowym. Brzmi znajomo? Toż to rolada, tylko podana w innej formie! Do tego jeszcze kulebele są podane z kapustą czerwoną i zasmażaną. Ogólnie bardzo konkretne oraz smaczne danie. Nadzienie było bardzo dobrze przyprawione, reszta też ładnie współgrała, więc nie mógłbym powiedzieć o nim złego zdania. Kluski same w sobie były syte, a z dodatkiem wcześniej wspomnianego sosu pieczeniowego znikały szybciej niż to ustawa przewiduje… Dodam jeszcze, że po skończeniu całej porcji nie byłem w stanie nic zjeść już do samego wieczora! Danie zdecydowanie warte uwagi.

Kolejna wizyta również rozpoczęta od żuru, tym razem jednak w wersji na talerzu (400ml szczęścia) z dodatkami takimi jak kiełbasa czy jajko. Zupa równie smaczna jak podczas poprzedniej wizyty, ale obecność dodatków znacząco podniosło walory smakowe! Potraktowałem żur jako przekąskę przed Ślązakiem. Jest to pita na zakwasie żurowym z kiełbasą w środku, do której dodatkowo można sobie jeszcze dobrać składniki takie jak cebula zasmażana, pieczarki, boczek czy ser gouda. Ja w sumie wziąłem je wszystkie i nie żałuję! Kolejne danie które mogę zaliczyć do sytych oraz smacznych. Kiełbasa pierwsza klasa, a wszystkie dodatki pasowały jak ulał. Poza wspomnianymi wcześniej dostałem jeszcze musztardę co już całkowicie zwielokrotniło doznania smakowe. Ślązaka zaliczam z miejsca do moich ulubionych!

Śląskie Fusion

Ostatnia wizyta (przed recenzją!) to kolejne dwa dania: Hajer, czyli tortilla (również na zakwasie) z roladą i zasmażaną/modrą kapustą w środku. Nadzienie trochę podobne do tego z kulebele, ale forma podania całkowicie inna i do niektórych to ona może bardziej przemówić. Nie jestem jednak zwolennikiem wszelakiej maści tortilli, ale ogólnie smakowo wypadło porządnie, więc zjadłem ją ze smakiem. Bardziej tego dnia w moje gusta trafił Grubiorz – zapiekanka ziemniaczana z krupniokiem (kaszanką). Owszem jest to proste danie, ale kaszanka robi tu dobrą robotę. Czegoś jednak w ogólnym rozrachunku brakowało przez co danie wypadło w moim odczuciu “najsłabiej” (ale dalej dobrze!). Myślę jednak, iż taka pozycja niejednemu posmakuje!

Żurownia przeciera nowe szlaki na śląskiej mapie gastronomicznej i dobrze im to wychodzi. Mimo relatywnie prostych dań są one tak smaczne,że aż chce się do nich wracać. Do tego kuszą niską ceną, przez co kuchnia może trafić do większego grona odbiorców. Nic tylko szamać! Jeśli jeszcze tam nie trafiliście to wiecie co robić ;) Moim zdaniem naprawdę warto!

Adres: ul. Ligonia 16, Katowice
FB: https://www.facebook.com/zurownia/
Ceny:

  • Kulebele – 15 PLN
  • Hajer – 15 PLN
  • Ślązak – 10 PLN
  • Grubiorz – 13 PLN
  • Żur – 2-9 PLN (w zależności od wersji)
  • Kocham Żurownię! Jak dla mnie to miejsce idealne: blisko pracy, jedzenie konkretne, ceny przystępne. Tylko miejsce niestety nie jest z gumy :/.
    Ostatnio po konferencji zabrałam tam trójkę Belgów. Wzięli żur i Kulebele (moje ulubione!) i zgodnie powiedzieli, że było bardzo smaczne, ale nie byli w stanie o żurze zjeść wszystkich klusek :). Mają tam też dobre piwo, co dla mnie jest równie istotne jak dobre jedzenie.

    • Problem jak mój – zjeść żur i kulebele to niezły challenge :D Piwa jeszcze nie byłem, bo zawsze przejazdem autem byłem, ale trzeba spróbować :)

  • Nie czerwona/modra kapusta, a “modro kapusta” ;-p
    Na kuchni śląskiej wychowałam się- to znaczy, że dzień w dzień na obiad serwowano mi coś z niej. Oczywiście inne potrawy też były, jak pomidorówka czy zupa ogórkowa. Ale jeśli w tygodniu zdążyłeś zapomnieć co to kuchnia z dziada pradziada, tak niedziela niechybnie ci o tym przypominała. U nas prawie zawsze była rolada- nadziewana ryżem, kawałkiem kiełbasy i przysmażaną cebulą. Uwielbiam kuchnię śląską, ale cieszę się, że los mnie trochę wyzwolił od jej kieratu, dzisiaj bowiem mogłabym mieć nadwagę. ;-p

    • Tak w zasadzie to dla pełnej poprawności powinno być czerwona/modra/modro :P

  • Super! Ja dopiero poznaję kuchnię śląską, więc wpisuję to miejsce jako warte doświadczenia ;)

  • Muszę przy najbliższej wizycie w Katowicach odwiedzić to miejsce. Narobiłeś mi smaka na te wszystkie potrawy!

  • Pingback: Kofeina Corner (Katowice) - Pojedzone()