Shrimp House [Katowice]

Kiedy opadają emocje, które towarzyszą lokalom zaraz po otwarciu, pojawiam się ja i sprawdzam, co powoduje taki szum w social mediach. Miejsce, o którym będzie dzisiejszy wpis, miało go aż za dużo jeszcze na długo przed otwarciem. Mowa o barze Shrimp House Katowice, który mieści się przy ul. Młyńskiej w samym centrum miasta.

Pomysł na lokal ciekawy. Idealnie wstrzelił się w preferencje masy, bo wiele ludzi uwielbia krewetki. Ja sam należę do tego grona i miejsca z krewetkami w Katowicach wyczekiwałem od czasu ich skosztowania we Wrocławiu. Nie ma tutaj żadnej obsługi kelnerskiej (w końcu to nie restauracja), a dania zamawia się i odbiera samemu przy barze. W menu na chwilę obecną jest 10 pozycji i w każdej z nich oczywiście znajdziecie krewetki.

Krewetki na talerzu

Podczas mojej pierwszej wizyty jako pierwsze danie zamówiłem shrimp pho, czyli wariację na temat zupy pho z dodatkowymi krewetkami. Moje oczekiwania były dość wysokie, bo pho to jedno z moich ulubionych dań kuchni wietnamskiej. Zupa wyglądała na bardzo smaczną, ale zaraz po skosztowaniu poczułem się trochę oszukany. Krewetki były dobre, ale cała reszta w tym daniu – nie bardzo. Nie wiem, co dostałem zamiast aromatycznego bulionu, ale daleko temu było do tego, który jadłem w innych zupach pho. Ten był płaski w smaku – nie mogłem wyczuć w nim nic ciekawego, jedynie końcówka okazała się ostra… niestety w ten nieprzyjemny sposób. Makaronu też nie mogę pochwalić – nie był al dente, był po prostu niedogotowany. Brakowało mi tutaj limonki, która może nie uratowałaby dania, ale dodałaby mu jakiejś wyrazistości. Tego dania zdecydowanie nie polecam na chwilę obecną.

shrimp pho

Inaczej sprawa wyglądała z curry shrimp, czyli krewetkami w czerwonym curry z mlekiem kokosowym, ananasem, batatem i ryżem. To danie mimo swojej pikantności miało w sobie o wiele więcej smaku niż poprzednia zupa. Jedyne, co by tu można zmienić, to dać mniejsze kawałki ananasa zamiast tak dużych (oj, nie były one na jeden kęs) i dodać trochę sosu ananasowego. Ale to takie moje osobiste preferencje. Tak czy siak było pysznie :)

curry shrimp

Na moim stoliku znalazło się też danie, które znałem już z oddziału wrocławskiego – to tempura shrimp, czyli krewetki w cieście smażone na głębokim oleju. Jak zauważyłem, forma podania niczym się nie różniła od tego, z czym się spotkałem wcześniej. Osiem krewetek, dwa sosy (mango i mayo) oraz bagietka. Połączenie krewetek z sosem majonezowym (chilli mayo) na zawsze pozostanie w moim serduszku. Sos mango pasował mi już trochę mniej; mógłby zostać przełamany lekką nutą pikantności, a wtedy bym się bardziej z nim polubił. Natomiast mam jedną uwagę do pieczywa serwowanego w Shrimp House: mąki mogłoby być trochę mniej, bo po takiej ilości znajomi mogą mi zadawać pytania, czy przypadkiem nie pracuję w piekarni na pół etatu… Poza tym było znakomicie. Danie polecam na start Waszej przygody z tym miejscem.

shrimp tempura

Zjedzmy jeszcze coś innego

Kolejna wizyta przypadła na bardzo odległy termin – wróciłem już po dwóch dniach! Wodząc znowu wzrokiem po menu, zdecydowałem się na garlic shrimp, czyli osiem krewetek smażonych z czosnkiem i pietruszką na białym winie (całość podana z bagietką). Całkiem smaczne. Bardziej było czuć czosnek niż pietruszkę, ale to w zasadzie mi odpowiada. Ciekawa przystawka, bo niestety ze względu na wielkość daniem głównym tego bym nie nazwał.

garlic shrimp

Do mojego obiadu dołączył jeszcze shrimp sandwich, czyli kanapka z krewetkami smażonymi w tempurze, sałata, pomidor, korniszony, sos majonezowy i pikantny. Pieczywo jest to samo, które otrzymujemy jako dodatek do innych dań. Krewetki w sumie też w takim wydaniu jadłem podczas ostatniej wizyty. Smakowo niby dobrze, ale w zasadzie nic tu oryginalnego – ot, po prostu kanapka z krewetkami, choć w ogóle się nią nie najadłem.

shrimp sandwich

Krewetkowe love?

Jeśli miałbym podsumować lokal jednym zdaniem, miałbym z tym problem. Shrimp House to na pewno jedno z ciekawszych miejsc, jakie się otworzyło, bo trafia w sporą niszę na naszym śląskim rynku gastronomicznym. Jest jednak trochę minusów, które mnie odrzucają. W samym lokalu jest głośno, co powoduje, że to miejsce wydaje się średnim pomysłem do rozmów ze znajomymi. O pomstę do nieba woła czas oczekiwania na dania. Za pierwszym razem myślałem, że jest to spowodowane dużym ruchem, a oczekiwanie na danie ponad 30 minut to coś normalnego w godzinach szczytu. Jednak kiedy przyszedłem o porze, w której lokal był średnio pełny, czas oczekiwania wcale nie był krótszy. Cenowo też mogłoby być lepiej, bo żeby się najeść, muszę zamówić 2–3 dania (a staram się ostatnio jeść mniej i nie pod tzw. kurek), ale biorę też poprawkę na ceny krewetek. Na chwilę obecną mój werdykt jest taki: przyjdź, zobacz, sprawdź sam czy taki klimat Tobie odpowiada. Może to tylko ja mam takie wrażenia, ale dla mnie to miejsce na raz czy na dwa razy. A być może moje oczekiwania są zbyt duże, bo w końcu to tylko bar, a nie fancy restauracja?

Adres: ul. Młyńska 11, Katowice
FB: https://www.facebook.com/shrimphouse.katowice/
Ceny:

  • Shrimp pho – 20 zł
  • Curry shrimp – 20 zł
  • Tempura shrimp – 30 zł
  • Garlic shrimp – 30 zł
  • Dodatkowe krewetki w daniach – 3 zł
  • Michał Leszczyński

    Jednym zdaniem. Dupy nie urywa. :)

    • No nie porwało mnie na tyle, żebym piał z zachwytu ;)

  • Karolina Urb

    Uwielbiam krewetki! Byłyśmy wczoraj z koleżanką pierwszy raz. Skusiły nas zdjęcia, opinie zadowolonych klientów.
    Niestety obie jesteśmy zawiedzione. Niby dobre, ale coś nie do końca klapło.
    Koleżanka zamówiła zupkę, a ja krewetki z makaronem. Danie było letnie; ponadto przez kolejne 8 godzin kilkanaście razy organizm przypominał mi o potrawie. Uwielbiam czosnek, zresztą sama smażę krewetki na czosnku i cebuli, niestety to danie mnie nie zachwyciło.
    Obsługa niemrawa…
    Szkoda.
    Bez rewelacji.