Pizzeria LAS (Zawiercie)

Są na świecie takie miejsca, które potrafią przyciągnąć do siebie niezależnie od liczby kilometrów, które nas od nich dzielą. Ważny jest klimat, obsługa, jedzenie. Nawet po wielu wizytach nigdy mi się nie znudzi wracanie do takich lokali. Może to trochę spoiler tego, co się będzie działo w tym wpisie, ale co zrobisz… Dziś będzie o takim miejscu z Zawiercia, a konkretniej o Pizzerii LAS znajdującej się przy ulicy Miejskiej 12.

Tagliatelle własnej roboty z krewetkami z żółtymi pomidorkami z gleb wulkanicznych
i pietruszką

Pizzeria Las mieści się na skraju dużego zawierciańskiego lasu. W cieplejszym okresie mamy do dyspozycji ogródek z widokiem na ten właśnie skrawek zieleni. Jest tu uroczo – zdecydowanie to miejsce przeznaczone jest na dłuższe posiadówy przy obiedzie, kawie i ciachu czy drinku.

Ravioli własnej roboty z ricottą, taleggio, cebulą i grzybami

Skoro już mówimy o menu – jak to w pizzerii – na pierwszym planie będzie… pizza. Ta wychodzi z pieca opalanego drewnem, a samo ciasto należy do typu tych długo wyrastających (bliższe pizzy neapolitańskiej niż chrupkiego cienkiego ciasta). Znajdziemy tu również ręcznie robione makarony oraz desery, których nie powstydziłbym się żaden Włoch. 

Festiwalowo

Moja przygoda z Lasem zacząłem od wiosennej edycji Restaurant Week (zdjęcia porozrzucane po wpisie), a edycja jesienna upewniła mnie, że jest to miejsce warte dłuższej formy, jaką jest ten wpis na blogu. Zacznijmy zatem od opisu menu z ostatniej edycji, w której miałem okazję uczestniczyć.

Menu A prezentowało się następująco:

  • crostini alla Norma z burratą i soloną ricottą, frytki z ciecierzycy z majonezem limonkowym;
  • risotto z pieczoną dynią, serem bursztyn i szafranem;
  • ekler z kremem różanym, compote z płatków róży z białą czekoladą.

Już przystawka była prawdziwą ucztą dla podniebienia. Grzanka z rozpływającą się burratą i soloną ricottą przypomniała mi wszystko, co najlepsze, z ostatniej mojej wyprawy do Neapolu – dobry składnik to podstawa, a tu go nie brakowało. To proste danie było idealnym wstępem do reszty festiwalowej kolacji. 

Pizzeria LAS brioche

W dalszej części bezmięsnego menu znalazło się risotto. Idealnie kremowe, dynia dobrze wyczuwalna i idealnie sparowana z serem. W tle wyczuwalna jeszcze nuta pomarańczy. Poezja smaków i rozkosz na języku! Zwieńczeniem menu okazał się ekler z kremem różanym. Delikatny i słodki słodki krem to strzał w dziesiątkę!

Skoro jedno menu mamy już za sobą, to czas na kolejne. Menu B skrywało takie rarytasy jak:

  • brioche z paté z wątróbki drobiowej z pistacjami, sos musztardowo-śliwkowy, frytki z ciecierzycy z majonezem limonkowym;
  • grzybowe ragu z policzków wołowych, polenta, marchewkowa caponata;
  • pate Choux Craquelin z kremem pistacjowym.

Brioche – mój ulubiony typ pieczywa spośród wszystkich, jakie istnieją. Moim zdaniem znajduje najlepsze zastosowanie przy burgerach, aczkolwiek tu takiej kompozycji nie uświadczymy. Mamy za to pieczywo z paté z wątróbki drobiowej z pistacjami. Razem z sosem musztardowo-śliwkowym tworzy to niezapomniane doznania smakowe. Nigdy nie sądziłem, że wątróbka z pistacjami może smakować tak rewelacyjnie!

LAS Pate

Daniem głównym w tym przypadku było grzybowe ragu z policzków wołowych. Mięso tak delikatne, że rozpadało się w ustach. Miękkie, przyprawione w sam raz, z przebijającym się posmakiem grzybów. O takie danie nic nie robiłem! (Może poza rezerwacją miejsca na festiwalu…). Na koniec on – boski ptyś z kremem pistacjowym. Zdecydowanie LAS jest bardzo dobry, jeśli chodzi o desery! 

Pizza na wysokim poziomie!

No dobrze, pewnie na tę część wszyscy czekają. Abstrahując od tego, że cała kuchnia jest na wysokim poziomie (o czym dowiodłem powyższym opisem – mam nadzieję), w końcu ten lokal to pizzeria, więc trochę słabo by było, gdybym żadnej tam nie zjadł. Lokal szkolił się u najlepszych na Południu, a konkretnie u ludzi z En plato, co da się zauważyć.

Jeśli miałbym określić, jakiego placka możecie się tu spodziewać, to byłby on czymś pomiędzy tym z Pizzy z pieca a Vera Napoli (bliżej mu do Very przez wilgotność ciasta). Będziemy mieli do czynienia z bardziej mokrym plackiem wypiekanym w piecu opalanym drewnem. W menu kilkanaście różnych pozycji z przeróżnymi składnikami, w tym klasykami, które często możemy znaleźć w dobrych pizzeriach.

Pizzeria LAS - Margherita

Za pierwszym razem razem ze znajomym podeszliśmy do tematu klasycznie. Margherita (znana również jako papierek lakmusowy testerów pizz), tyle że w wersji z di bufalą, musiała wjechać jako pierwsza. Wizualnie? Mega. Pierwszy kęs i… mamy to! Przepyszne ciasto, które – tak jak wspomniałem – jest dość lejące się, smakowało znakomicie w połączeniu z ichniejszym sosem pomidorowym i mozzarellą w wersji extra.

Nduja

Z ciekawych połączeń, jakich udało mi się jeszcze spróbować, wymienię pizzę Nduja (sos pomidorowy, mozzarella, nduja, caciocavallo, czerwona cebula). Idealna dla fanów bardziej wyrazistych i lekko pikantnych smaków. Innym ciekawym wyborem okazała się pizza Mortabella (mozzarella, mascarpone, szpinak, mortadelo di bologne, pomidory koktajlowe, pecorino romano). Bianca oczarowała mnie oczywiście włoską mortadelą – nie umiem wobec niej przejść obojętnie, a w tym wydaniu była również zacna! Pierwsza kompozycja jest na stałe w menu, na tę drugą trafiłem w karcie sezonowej (liczę, że wróci). 

Mortabella

Pizzeria LAS – co za as!

To miejsce jest moim zdaniem zaczarowane. Klimat, obsługa i przede wszystkich jedzenie – wszystko sprawia, że chce się tu ciągle wracać. Bo jakby inaczej wyjaśnić fakt, że jestem tu już n-ty raz i zawsze wychodzę szczęśliwie najedzony? Jest czego zazdrościć mieszkańcom Zawiercia. Taki lokal to skarb!

Lokalizacja: ul. Miejska 12, Zawiercie
FB: https://www.facebook.com/Pizzeria-LAS-109325009732420/

Pizzeria Las
  • Jedzenie
  • Obsługa
  • Klimat
4.8
Sending
User Review
5 (1 vote)
Avatar

Marcin Ceran

Programista z zawodu, bloger z zamiłowania. Lubię dobrze zjeść, czy to w domu czy to na mieście. Będziesz to jeszcze jadł?! ;) Więcej o mnie tutaj!

RELATED POSTS