Różowy Kaloryfer (Katowice)

Lokal z Instagrama? Oczywiście, że tak się da. Modne miejscówki są teraz w cenie. W szczególności jeśli posiłki, które widzisz na zdjęciach, wpisują się w kanon „Dej mi to tu i teraz, bo jestem fest głodny!”. A co gdybym Wam powiedział, że taki lokal otworzył się całkiem niedawno w Katowicach i śpieszę do Was z recenzją? Skoro już tu jesteście, to pewnie się domyślacie, że dzisiejszy tekst będzie o Różowym Kaloryferze znajdującym się przy ulicy Młyńskiej 19.

Wnętrze

Restauracja mieści się w tym samym miejscu, w którym kiedyś urzędowało Legal Cakes (byłem tam raz i mnie jakoś nie porwało). Nie wiem, czy właściciele są Ci sami (fanpage po LC na pewno pozostał bez zmian), ale zmienił się totalnie koncept lokalu. Teraz to miejsce nastawione jest na modne w dzisiejszych czasach dania. Znajdziemy tutaj pankejki, kanapki, burgery, loaded fries i inne instagramowe kawałki. Do tego z rana zjemy tu śniadanie, a wieczorem usiądziemy przy wszelakiego rodzaju drinkach (alkoholowych bądź nie). Taka chyba jest moda?

Różowy Kaloryfer po raz pierwszy!

Pierwsza wizyta przypadła na weekend otwarcia, czego zazwyczaj nie robię, ale nie miałem pomysłu na obiad i tak jakoś wyszło. W lokalu obowiązuje samoobsługa, więc szybka decyzja i nagle na moim stole znalazła się Ropa Vieja Cubano. W składzie kubańska szarpana wieprzowina, szynka, ser musztarda i pikle. Wnętrze kanapki było skryte w maślanych tostach, które były oczywiście zgrillowane. Smakowo? Dobrze, aczkolwiek czuć, że jest to podobna kompozycja do tej, którą można było zjeść w świętej pamięci Sandłiczu. Wydanie RK zdawało się jednak trochę lepsze, ale dalej brakowało wyraźnego cytrusowego smaku. Król dalej pozostaje jeden (o ten!).

Różowy Kaloryfer - Cubano

…po raz drugi!

Inaczej sprawa wyglądała podczas wizyty numer duo. Na początek wjechały rewelacyjne Buffalo Wings, które swoją ostrością i smakiem trafiły do grona dań, które jadłem jednocześnie z płaczem, uczuciem gorąca i z uśmiechem na ustach. Tak, zdecydowana gratka dla fanów ostrego żarcia. Sos robi niezłą robotę i na pewno nam go na skrzydełkach nie zabraknie!

Buffalo Wings

Główne danie jednak nie należało do najlepszych. Bardzo ucieszyłem się na widok Poke Bowla w katowickich restauracjach, ale ten tutaj niestety się nie popisał. Skład w menu wyglądał poprawnie – ot, ryż, marynowany łosoś, ogórek, glony, awokado, marynowany imbir, sos ponzu i sezam. Kompozycja? 2/10… W szczególności gdy po jakimś czasie zjadłem innego bowla – w Krakowie (ten w Miskach był tańszy, większy, smaczniejszy, miał tuńczyka i sami widzicie, jak wyglądał…). Tutaj brakowało smaku, ryba zdawałaby się marynowana tylko w sosie sojowym i ogólnie brakowało mu wiele do ideału. Niestety znajomi mi potwierdzili, że to nie był jednorazowy przypadek (a szkoda).

Różowy Kaloryfer Poke bowl

…po raz trzeci…

Już nie sam, a w większym gronie znajomych przetestowałem inny fragment menu. Znajomi próbowali klasycznego Reubena (ot, dobra kanapka, a są lepsze w okolicy). Ja natomiast wybrałem Truffle Club Sandwich. Maślane tosty z wkładką w postaci kurczaka, bekonu, majonezu truflowego, pomidora, sałaty i ogórka. Gdybym zjadł pół kanapki, powiedziałbym „Ekstra pozycja!”, ale zjadłem całą i mam do niej pewne „ale”. O ile sama kompozycja jest bardzo smaczna, to majonezu truflowego jest tak dużo, że zamuliło mnie na sam koniec i nie dojadłem kanapki. Może lepiej by było zmniejszyć jego ilość albo dodać coś innego dla równowagi? Sam nie wiem…

Truffle Club Sandwich

Wieczór uratowały zacne Bacon Cheese Loaded Nachos, które pasują mi zdecydowanie bardziej od ich frytek. Dobry serowy sos, chrupiący boczek i te nachosy… Tak, zdecydowanie loaded nachos bardziej mnie do siebie przekonują. Może dlatego, że grube frytki stekowe nie są najlepsze do takich kompozycji, bardziej wtedy czuć ziemniaka. Wrzucam Wam poniżej zdjęcia poglądowe – może Wam przypadną do gustu!

Różowy Kaloryfer - Loaded Nacho
 Pulled pork frytki

…i czwarty!

Ostatnia wizyta upłynęła pod znakiem kanapki Pastrami TexMex oraz Blue Juicy Lucy Burger. Kanapka z pastrami składała się z maślanej buły (jak się potem okazało, tej samej co do burgera), pastrami, bekonu, nachos, jalapeno, cheddara i sosu BBQ. Sama kompozycja ciekawa, maślana bułka całkiem, całkiem, pastrami OK (choć jadłem o wiele lepsze kąski, nawet na Śląsku) i jedyne, co mi tu nie pasowało, to sos BBQ (ani śliwkowy, ani wędzony, coś tu było nie tak). Niemniej – można próbować.

Reuben TexMex

Zdecydowanie lepiej wypadł burger Juicy Lucy. Wołowina nafaszerowana serem pleśniowym robi dobrą robotę, a grillowana cebula i pieczarki na maśle znakomicie uzupełniają całość. Po własnych doświadczeniach i relacji znajomych stwierdzam, że burgery tu mają niczego sobie i w ramach odwyku od ulubionego buksa można zjeść dla odmiany tutaj. 

 Blue Juicy Lucy burger

Hot? For me not…

Jeśli miałbym określić moją relację z Różowym Kaloryferem, musiałbym napisać „to skomplikowane”. O ile sam koncept lokalu bardzo przypadł mi do gustu, to co do jedzenia mam trochę mieszane odczucia – połowa pozycji była smaczna, połowa niestety nie. Myślę, że to miejsce będzie miało zarówno tyle samo zwolenników, co przeciwników. Ale nie chciałbym tutaj nikogo zniechęcać – przekonajcie się sami, bo może to lokal dla Was!

Lokalizacja: ul. Młyńska 19, Katowice
FB: https://www.facebook.com/rozowykaloryferkato/

  • Jedzenie
  • Obsługa
  • Klimat
3.8
Sending
User Review
0 (0 votes)
Avatar

Marcin Ceran

Programista z zawodu, bloger z zamiłowania. Lubię dobrze zjeść, czy to w domu czy to na mieście. Będziesz to jeszcze jadł?! ;) Więcej o mnie tutaj!

RELATED POSTS